wtorek, 16 grudnia 2014

Nowości plakatowe - idealny prezent pod choinkę

Pewnie jesteście teraz w szale szukania prezentów. Ja zawsze obiecuję sobie, że ten temat załatwię w listopadzie. Rok temu prawie mi się udało. Teraz jest znacznie gorzej. Zapraszam Was na informację o nowościach w Nudy nie ma design - może znajdziecie idealny prezent. Dla kogoś bliskiego albo dla siebie ;-)



Przede wszystkim pojawiła się nowa seria dla dzieci! Rewelacyjne plakaty, nareszcie jakaś alternatywa dla słodkich misiów i wszechobecnych żyraf i lwów. Jeśli nie lubicie przesłodzonych dekoracji w pokojach dziecięcych, cenicie minimalizm i dobry design także w pokoju dziecięcym i takie wartości chcecie pokazywać dzieciom, ta seria powinna Wam przypaść do gustu.


Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem zakochana ;-)

Należycie do rodziców, którzy ciągle słyszą od innych dobre rady odnoście Waszych dzieci? W sklepie, w piaskownicy, a nawet we własnym domu? Możecie zakomunikować im, co sądzicie na ten temat ;-) 






Teraz kolej na bardziej dorosłe projekty.

Pierwszy plakat to zdecydowanie moje przesłanie. Drugi - zupełnie nie. Od kilkunastu lat nie mam telewizora i dobrze mi z tym. Ale wiem, że jestem w mniejszości i większość z Was kocha TV :-)



I  na koniec znowu trochę z filozofii zaczerpniętej od moich idoli. Kończę właśnie czytać biografię Steve'a Jobsa. Muszę przyznać, że pierwsze 150 stron męczyłam strasznie długo. Ponad 700-stronicowa cegła leżała przy moim łóżku od ponad roku. Ale gdy przebrnęłam przez przyciężki początek, resztę wchłaniam niemalże z wypiekami na twarzy. Od lat jestem użytkowniczką iPhonów, uważam je za wyjątkowe i piękne. Po lekturze tej pozycji Steve Jobs jawi mi się jako absolutny geniusz i wizjoner. Bezkompromisowy i przeważnie ultra-ciężki we współpracy, ale jednak geniusz. 

To jedna z jego myśli, która mnie zachwyciła. Jakże to prawdziwe według mnie! Szczególnie czuję to po latach spędzonych w korporacji, gdzie przygotowywanie i przedstawianie prezentacji zajmowało nam sporo czasu ;-)


I na koniec jeden z moich absolutnie ulubionych seriali ever: House of Cards. I demoniczny, ale jakże skuteczny Frank Underwood i jego złote myśli ;-)



To co wybieracie na gwiazdkę?


Piszcie na nudyniema@gmail.com albo wchodźcie na DaWandę: 
http://pl.dawanda.com/shop/Nudyniemadesign


czwartek, 20 listopada 2014

Nudy nie ma design

W poprzednim poście opowiedziałam Wam, jak to się stało, że robię to, co robię. Teraz czas na fotorelację ;-)



Bloga trochę zaniedbuję ostatnio, ale to dlatego, że pochłania mnie całkowicie projektowanie i rysowanie nowych plakatów. Nie przypuszczałam, że aż tak mnie to wciągnie! Ale mam tyle pomysłów! Gdybym mogła, siedziałabym non stop przy komputerze. Ale po kilku takich dniach stwierdzam, że nie czuję się potem dobrze. Głowa jest "rozkręcona" jak po intensywnym dniu w korpo, słowo daję! :-) Staram się więc dzielić czas na pracę kreatywną przed ekranem i inne aktywności, już bardziej fizyczne. Pamiętacie przecież, że kocham Ewę, nie? ;-) Poza tym gospodarstwo domowe też wymaga ogarnięcia.

Pomyślałam, że pokażę Wam też tutaj, co mam. Nie wszyscy zaglądacie może codziennie na mojego fejsbuka, nie wszyscy jesteście regularnie na DaWandzie (a tam dostępne są aktualnie wszystkie moje plakaty, niektóre nawet w promocji!). Tak więc parę słów i zdjęć tego, co tworzę. Mikołajki i gwiazdka tuż tuż, więc zapraszam :-) Tym bardziej, że do końca listopada plakaty zamawiane przez e-mail są w cenach promocyjnych - tak, tak! Jak by co, piszcie: nudyniema@gmail.com 

Pierwsza kolekcja to Quotes, czyli cytaty, które kiedyś wpadły mi w oko. Proste typograficzne plakaty to idealny minimalistyczny dodatek do wnętrza.



W przygotowaniu są kolejne, tak więc stay tuned :-)

W międzyczasie fantastyczna Mommy draws narysowała dla mnie serię pięknych personalizowanych plakatów do pokoju dziecięcego. Słodkich, ale nie przesłodzonych. Uwielbiam je! To jeden przykładowy:


Bardzo lubię też moją autorską kolekcję Words. Znowu minimalistyczna typografia.




Rośnie też kolekcja Cities. Jakie europejskie miasto jest Waszym ulubionym?


Rozrasta się również seria, którą roboczo nazwałam Words of wisdom. Są tu różne mądrości, mniej i bardziej poważne. Wygląda na to, że ta nazwa zostanie, gdyż już funkcjonuje dobrze na DaWandzie.  



I moje dzisiejsze dzieło. Jeszcze nigdzie nie pokazywane, więc jesteście pierwsi. Ja jestem zakochana w tym plakacie! :-)


Jeśli chcecie widzieć, co wrzucam prawie codziennie do oferty, możecie obserwować mnie na facebooku, Instagramie oraz DaWandzie. Wkrótce będę miała przyzwoitą stronę www, to wszystko stanie się prostsze ;-) Buziak! :-*

piątek, 7 listopada 2014

Zmian ciąg dalszy


Niewiele ponad miesiąc temu zapowiadałam tu zmiany. Polegać miały na tym, że (chwilowo?) wstrzymuję się od blogowania. Tak też się stało, nie zobaczyliście od tego czasu żadnego nowego posta. 


Co w tym czasie robiłam? Jeśli ktoś śledzi mnie na Instagramie, coś tam już mógł podejrzeć. Jeśli ktoś "mnie czyta", to wie, że spędziłam sporą część życia w korpo, robiąc tzw. karierę. Jak to często bywa, nadszedł czas, kiedy ani pozycja w firmie, ani dobra fura i wyjazdy zagraniczne, ani w końcu przyjemny przelew co miesiąc nie były w stanie zrekompensować tego, co czułam. A czułam - poza stresem, zmęczeniem i frustracją - komizm funkcjonowania w realiach dużej korporacji. Taka zabawa dla dorosłych. Wszyscy się spinamy i z poważnymi minami i w śmiesznym języku debatujemy nad kretyńskimi problemami naszego korpo-świata. Poza tym prawda jest taka, że dopóki się jest niżej, po prostu się pracuje. Są jasne obowiązki i zadania. Stanowisko szefa działu wiąże się zaś nie tylko z zarządzaniem pracą tegoż, ale również z ciągłym udowadnianiem innym szefom innych działów, kto ma więcej władzy, kto dał ciała, czyja to tym razem wina i kto nie ma o niczym pojęcia. To mnie chyba najbardziej denerwowało i sprawiło, że szybko się wypaliłam. Nie zrozumcie mnie źle - nie mówię, że praca w dużej firmie to samo zło. Ja sama dużo się tam nauczyłam, odłożyłam trochę kasy, mimo wszystko poznałam masę ciekawych ludzi. Są - jak to przeważnie bywa - plusy i minusy i każdy robi sobie swój bilans. Mi mój powiedział, że mam to rzucać w cholerę, co też uczyniłam. Druga ciąża była wygodnym pretekstem. 

Spędziłam trochę czasu w domu, a że kocham miejsce, w którym mieszkam, to było mi dobrze. Spędziłam sporo czasu z dziećmi. Teraz obie dziewczyny chodzą do przedszkola, więc mam go (tego czasu) dużo dla domu i dla siebie. Moja głowa od bardzo dawna (ci, co mnie znają, to wiedzą) szukała czegoś, w czym mogłaby się zrealizować. 

Dziś chcę Wam przedstawić moje trzecie dziecko. Nudy nie ma design. Unikatowe autorskie plakaty do dekoracji wnętrz. Piękne printy do pokoju dziecka (personalizowane i nie tylko), ale też dla dorosłych. Dziś odebrałam pierwsze wydruki z drukarni i nie mogłam się powstrzymać, żeby Wam je pokazać. Teraz proszę o życzliwość i odrobinę cierpliwości. Muszę to wszystko ładnie ogarnąć, sfotografować i pokazać. Nie zaszkodzi dla dodania odwagi lajkowanie, komentowanie i szerowanie :-*

EDIT: A po nowości zaglądajcie na Insta oraz na fb: https://www.facebook.com/NudyNieMa 




czwartek, 2 października 2014

Zmiany, zmiany, zmiany...



Zaczynam tego posta pięknym zdjęciem pięknej jesieni, które właśnie przed chwilą zrobiłam. Dziś chcę Wam zakomunikować coś, z czym nosiłam się od jakiegoś czasu. Bez zbędnych wstępów: od teraz będzie mnie tu trochę mniej. 


Jeszcze mniej??? - Zapytacie. No tak. Ja wiem, że nie byłam zbyt płodną blogerką, ale jednak coś tam raz na jakiś czas pisałam. Czasem nawet dwa posty tygodniowo!  :-P Blogowanie miało być przyjemnością, nie rutyną czy obowiązkiem. Dlatego w założeniu miałam pisać wtedy, gdy było o czym. Gdy chciałam się czymś podzielić, coś opisać. Ja wiem, że są blogerzy publikujący codziennie i podziwiam ich za tę dyscyplinę, natomiast nie kojarzę żadnego bloga, któremu by to wychodziło na zdrowie. 

Ale nieważne, ja nie o tym przecież. Czemu nie chcę więcej pisać? Niby chcę, ale aktualnie martwią mnie pewne kwestie natury osobisto-rodzinnej i okazuje się, że ani nie potrafię, ani nie chcę za bardzo o tym pisać. A że nastrój mam średni, to i o innych rzeczach mi nie bardzo wychodzi. Przygotuję jeszcze na pewno wypasionego i kolorowego posta o naszych wakacjach w Chorwacji, z których właśnie parę dni temu wróciliśmy. Ale dajcie mi chwilę na ogarnięcie zdjęć, których jest z milion. W tym tygodniu już nie dam rady, bo życie zajmuje mi zapanowanie nad chaosem, jaki panuje w domu po powrocie: tony prania, prasowania, sortowanie dziecięcych ciuchów i roszady w garderobie (zmiana letniej na jesienną), sprzątanie oraz przygotowywanie imprezy urodzinowej Niny, która już w najbliższą sobotę. Jak tylko opadnie po niej kurz, biorę się za zdjęcia i posta wakacyjnego ostatniego. Bo więcej już chyba w tym roku nie wyjedziemy. Chociaż kto wie... ;-)

Nie zarzekam się, że potem nic tu więcej nie napiszę. Wręcz przeciwnie - jak tylko się da, powrócę. Chcę natomiast  z góry usprawiedliwić moją nieobecność i prosić, żebyście jednak tak zupełnie nie spisywali mnie na straty ;-) Poza tym jestem regularnie obecna na Instagramie i tam można się przekonać, że nadal żyję. Zaglądajcie i followujcie - będzie mi miło.

czwartek, 4 września 2014

The best of August'14

W tym roku lato jest wyjątkowo łaskawe. Ciepłe, słoneczne, długie. A to tego NIE MA KOMARÓW! Po raz pierwszy, od kiedy mieszkamy na wsi (a mieszkamy już ponad 5 lat - KLIK) z czymś takim mam do czynienia! Zawsze pojawiały się jakoś w maju i przez całe lato psuły frajdę z wieczornego przesiadywania na tarasie czy spania przy szeroko otwartych oknach. Lub wręcz to uniemożliwiały.

Jeśli nie wierzycie, że lato mamy piękne, to zerknijcie na besty z czerwca czy lipca. Duuużo słońca :-)

W sierpniu nie było inaczej. Trawka, kocyk, hamak, taras. 



W tym miesiącu nadal katowałam moje paznokcie hybrydą, ale przyznacie, że z ładnym efektem. 


Mój ogródek warzywny jest póki co skromny, ale za to sałatę mam świetną. Nawet z żabimi udkami można zrobić :-P 



Są i pomidorki koktajlowe. Pyszne, a rosną, jak dzikie. 



Dzięki uprzejmości naszej Najlepszej na Świecie Niani udało nam się kolejne dorosłe wyjście. Tym razem zaliczyliśmy Męskie Granie. Fajne wydarzenie, świetna pogoda, dobre towarzystwo. No i podróż z wrażeniami. Just take a look..... 


video

Włosy po tej przejażdżce były kompletnie skołtunione. I to prawie przy samej głowie! W końcu po stu próbach rozczesania, tonie odżywki do włosów i litrach wylanych łez jakoś dały za wygraną.

W sierpniu udało się nam też zaliczyć kolejny wyjazd namiotowy. Tradycyjnie w trybie weekendowym. Pisałam o nim tutaj, zaś poniżej kilka moich ulubionych zdjęć.






Lato jest też idealną porą do wyżywania się kulinarnego. Banalnego, bo dostępne składniki sprawiają, że łatwo i szybko można przyrządzić coś bardzo ładnego. No i dobrego :-)




Kolejnymi ponownie z lubością eksploatowanymi tematami fotograficznymi były: mój taras oraz jedyne kwiaty, jakie posiadam w ogrodzie, czyli hortensje. Prawda, że urodziwe?









Na Instagramie zostałam również uświadomiona przez moje Instakoleżanki, że jestem jedyną chyba obecnie kobietą, która prasuje mężowi koszule. Serio????



I na koniec trochę designu ;-) Poszłam za aktualną modą i sprawiłam oraz zaaranżowałam córce takie oto półeczki. Ładne?



Buziaki i miłego września!


wtorek, 19 sierpnia 2014

Skąd się tu wzięłam. Część 2.

Opisywałam Wam ostatnio moje niegdysiejsze życie mieszczucha. Szkoła, studia, kino, imprezy, znajomi, rower. Wszystko w mieście. Tak było dobrze, blisko, wygodnie. Nawet to, że tak fajnie spędzało się czas u znajomych, którzy mieli dom albo chociaż działkę, jakoś nie wzbudziło naszej czujności. Tak miało być zawsze. 


Jak to się stało, że wylądowaliśmy tu...


...opisałam Wam w poprzednim poście. Zakochaliśmy się w okolicy, budowa szła szybko, dom stanął (w 10 miesięcy - taka lekko przenoszona ciąża ;-), a my byliśmy z niego dumni i przeszczęśliwi. Okres budowy wspominam jako bardzo ekscytujący. Mąż, który dom zaprojektował, a jednocześnie budową kierował, jeździł na nią prawie codziennie i oczywiście jako dokumentację robił zdjęcia, które wieczorami oglądałam z wypiekami na twarzy. W weekendy zawsze jeździliśmy na wioskę razem. Mąż mój drogi tego procesu raczej tak bajkowo nie odbierał. Posiwiał znacząco, ale co tam - do twarzy mu. 

Prace trwały całymi dniami, często i w nocy. Przybywało instalacji, a w końcu i sprzętów.







O wiele bezsennych nocy zadbała nasza podłoga. Wymarzyliśmy sobie betonową. W ogóle lubimy beton (zwróciliście uwagę w poprzednim poście o domu na ogrodzenie?).  No to jest!


Ale po impregnacji i wyschnięciu okazało się, że jednak jest problem. Źle, brzydko, no coś poszło nie tak. Decyzja: zrywamy! To była prawdziwa masakra! Armagedon w prawie skończonym czyściutkim domu!!! To chyba właśnie wtedy włosy na głowie męża mego zmieniały kolor. 





No ale nieważne. Było, minęło. Grunt, że się udało i jest ładnie. Pięknie nawet :-) Zaraz zobaczycie.

Póki co ostatnia partia klamotów ze starego mieszkania zapakowana do naszej transportowej corsy i gotowa do podróży!


A to już NASZ DOM. Powoli zaczęły się pojawiać pierwsze meble. Przybywały stopniowo, czasem przywożone z jakiejś podróży, czasem robione na zamówienie przez zaprzyjaźnionego stolarza, czasem kupowane trochę przez przypadek, kiedy akurat szukaliśmy czegoś zupełnie innego. 







Zaczęły się pojawiać ozdoby i gadżety, powoli dopieszczaliśmy nasz domek.








Kot to też element wystroju wnętrza, nie? Z resztą pisałam już kiedyś o tym.






Zaczęliśmy cieszyć się ogrodem, pogodą, widokiem z okien. Na wsi pięknie jest i latem...










 





... i zimą.







Od kiedy zamieszkałam na wsi, kocham wszystkie pory roku. Wcześniej akceptowałam wyłącznie lato, reszta była dla mnie złem koniecznym. Życie na wsi płynie wolniej (wolniej płynęło mi również, gdy pracowałam w korpo - czas w magiczny sposób zwalniał, jak tylko mijałam rogatki miasta, wracając z pracy). Czuję, że jestem w swoim miejscu na ziemi. Obserwuję zmieniającą się wraz z porami roku przyrodę, mam cudowny widok z okna zaraz po przebudzeniu, tu jest mi dobrze.








Tu urodziły się i wychowują nasze dzieci: Milena....


... i Nina.






Tu jest NASZ DOM.