poniedziałek, 31 marca 2014

Obsługa klienta? WTF???

Sporą część mojego nadal młodego życia przepracowałam w korporacji. Była to firma usługowa. Takie korpo mają to do siebie, że wykształcają milion sposobów, żeby klienta nie tylko pozyskać, ale wciąż go badać, pytać, obserwować i robić mu dobrze, żeby nie uciekł gdzie indziej. I świetnie. 



Ja taką filozofię wyssałam z mlekiem korporacji i uważam, że to jak najbardziej właściwe podejście. Jako klient, mający wybór, chcę czuć się zauważana i dyskretnie dopieszczana. Ale teraz mieszkam na wsi. Wszystko jest inaczej. Nie dziwi mnie już, że pani robiąca mi manicure nad moimi dłońmi bez żenady plotkuje z koleżanką krzątającą się w pokoju obok. Żegnaj elegancki salonie, ze starannie dobraną pod profil klientek muzyką, świetnym ekspresem do kawy, paniami ubranymi tak samo, acz przyjemnie dla oka, z wyczuciem zagadującymi mnie lub nie (jeśli zauważają, że nie mam ochoty na pogawędki o niczym). Albo co powiecie na panią sprzedawczynię na stoisku z wędlinami podjadającą sobie szyneczkę podczas obsługiwania krajalnicy. Szok? Niedowierzanie? No właśnie - jeśli tak, to znaczy, że nie mieszkacie na wsi. Tu mało gdzie i mało kto słyszał o jakichkolwiek standardach obsługi klienta. 

czwartek, 13 marca 2014

I hate to hate



Gdyby mogła jeszcze raz wybrać sobie kierunek studiów... W zasadzie mogę to nadal zrobić. Przecież mogę studiować choćby i do końca życia. No tak, ale jednak chyba się nie zdecyduję. W każdym razie gdybym hipotetycznie była w sytuacji, kiedy nie mam nic innego do roboty i mogę zgłębiać sobie jakąś dziedzinę, to – poza biologią, która zawsze była moją pasją – zajęłabym się psychologicznymi i socjologicznymi aspektami zjawiska hejtu.

czwartek, 6 marca 2014

Kocham Bloglovin'

Dopiero od około tygodnia korzystam z Bloglovin' i już nie wyobrażam sobie życia bez tego narzędzia. I muszę się tym podzielić. A jak!




środa, 5 marca 2014

Rok temu. Wycieczka do przeszłości. Część 2.

Trochę tu oszukałam, bo nie rok, ale trzy lata temu...

Byłam w szpitalu. Nie sama. Z nią. Z moją pierwszą dopiero co urodzoną córką. Przerażona - bo poród był trudny i Mila miała poważne problemy na starcie. Wszystko docierało do mnie jak przez szklaną szybę. Po jakimś czasie dopiero zobaczyłam, że byłam tam wręcz sparaliżowana. Nie będę więcej o tym pisać. Ani specjalnie lubię to wspominać, ani nie chcę tu robić ckliwych opisów tego, co się działo. Grunt, że mój maluch dał sobie ze wszystkim radę, a my wraz z nią.