Obsługiwane przez usługę Blogger.
  • Home
  • PLAKATY
    • o plakatach
    • sklep
  • podróże
  • ZDROWIE
    • sport
    • dieta
    • cukrzyca
  • inspiracje
instagram bloglovin facebook pinterest dawanda Society

Nudy nie ma

Nie będę ukrywać - Rumunia to nie była moja wymarzona destynacja. Oszczędzę Wam jednak całego procesu decyzyjnego. Kierunek był jedynym sensownym wówczas i tam też się wybraliśmy. Niestety ruszyliśmy z zerowym researchem (czego nie lubię) i w zasadzie to poza Trasą Transfogaraską i mamałygą nie wiedziałam, czego się mam spodziewać.



Do Rumunii jedzie siÄ™ przez SÅ‚owacjÄ™ i WÄ™gry. Przez WÄ™gry jechaliÅ›my też do Grecji w lipcu (wpis w trakcie tworzenia). A droga przez WÄ™gry to jest Å›wietna droga, bo ja WÄ™gry bardzo lubiÄ™. LubiÄ™ przyjaznych ludzi, Å›wietnÄ… kuchniÄ™ i dobre wino. Tokaj jest przeuroczy, w Egerze Å‚atwo stracić gÅ‚owÄ™ w licznych piwniczkach winnych w Szépasszonyvölgy. Tylko nad Balatonem nie mogÄ™ znaleźć nic, co mi siÄ™ podoba. Możecie coÅ› polecić?



Ale do rzeczy! Nasz pierwszy postój w Rumunii to Oradea. Miasto z piękną i ciekawą architekturą barokową i secesyjną, zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Zatrzymaliśmy się tam na wymianę pieniędzy i kawę. Bardzo ładna kawiarnia, obsługa mówiąca biegle po angielsku. Jak się potem okazało, Rumuni generalnie bardzo dobrze radzą sobie w tym języku. Nie mieliśmy problemu, żeby porozumieć się po angielsku. Starzy, młodzi - wszyscy mówią dobrze i z ładnym akcentem.

Po Oradei kierowaliśmy się na Kluż-Napoka i w zasadzie te kolejne po początkowym dobrym wrażeniu kilometry w Rumunii były już mało zachęcające. Fatalne drogi, biedne i brzydkie wioski. Furmanki zaprzęgnięte w konie, starowinki prowadzące krowy poboczem, okropne domy potworki. Całe szczęście, że wtedy nie zawróciliśmy, bo potem było już tylko lepiej.

Naszym planem było dotrzeć do Transalpiny i zjechać nią na południe, odbić na wschód, wskoczyć na Transfogaraską i nią wrócić na północ. Transalpina to potoczna nazwa drogi 67C, biegnącej z północy na południe, położonej wysoko w Karpatach. W najwyższym miejscu jesteśmy aż na 2145 m n.p.m. i jest to najwyżej położona droga kołowa w Rumunii. Transalpina ma niecałe 150 km długości i trzeba pamiętać, że piękne widoki i otwarcia to nie jest ta cała trasa. W dużej mierze jedzie się po prostu krętą i męczącą drogą przez las. Ale na przełęczach jest faktycznie przepięknie! Zachwyceni panoramą Karpat na jednej z nich zatrzymaliśmy się nawet na przyrządzenie obiadu. Uroku tej cudownej samej w sobie krainy dodało stado osiołków, które chciały wyjeść mi z talerza obiad :-)) Muszę powiedzieć, że te kadry wspominam chyba najmilej!









Potem przedostaliÅ›my siÄ™ do sÅ‚ynnej Drogi Transfogaraskiej. To trasa o numerze 7C, ma podobnÄ… dÅ‚ugość, co Transalpina. Przecina Góry Fogaraskie (bÄ™dÄ…ce częściÄ… Karpat) z północy na poÅ‚udnie. NiÄ… również możemy wjechać na ponad 2000 m n.p.m., zaÅ› w jej kulminacyjnym punkcie na 2034 m n.p.m. znajduje siÄ™ najdÅ‚uższy w Rumunii tunel o dÅ‚ugoÅ›ci 884 m. To kultowa wÅ›ród motocyklistów trasa. NajpiÄ™kniejszy jest jej północny odcinek. Jest bardzo krÄ™ta, oferuje zjawiskowe widoki i mocne wrażenia.









Åšladami Drakuli

Rumunia to oczywiście również ojczyzna Drakuli. Drakula, a dokładniej Vlad III Palowinik, to autentyczna postać - żyjący w XV w. hospodar wołoski. Skąd przydomek Drakula? Ojciec Vlada należał do Zakonu Smoka. Draco to "smok", przekształcony potem w Dracul - "diabeł". Stąd przydomek Vlada - Draculea, oznaczający "syn smoka" lub "syn diabła". Vlad słynął z okrucieństwa i twardych rządów, ale jego postać nie była tak jednoznacznie negatywna, jak to się czasem przedstawia. Musimy pamiętać, że w tamtych czasach nabijanie na pal i inne wymyślne tortury były po prostu w standardzie. Dla Rumunów Vlad Palownik to bohater narodowy, władca wybitny, który walczył o niezależną i silną ojczyznę.

Drakula wampirem rzecz jasna nie byÅ‚. Jego postać posÅ‚użyÅ‚a natomiast jako pierwowzór powieÅ›ci Brama Stokera "Drakula" (1897). Książka przedstawia transylwaÅ„skiego hrabiego-wampira o imieniu Dracula. Bram zapożyczyÅ‚ jedynie przydomek i pewne elementy z życia Vlada i tym samym stworzyÅ‚ jednÄ… z najbardziej rozpoznawalnych postaci pop-kultury, bÄ™dÄ…cÄ… magnesem przyciÄ…gajÄ…cym turystów do Rumunii. Zamek w Branie, uchodzÄ…cy za siedzibÄ™ Drakuli prawdopodobnie nigdy nie byÅ‚ przez niego zamieszkiwany. DziÅ› jest komercyjnÄ… atrakcjÄ… turystycznÄ…, u swych stóp usianÄ… tanimi straganami z chiÅ„szczyznÄ…, do której podjeżdżajÄ… autokary peÅ‚ne turystów. UciekaliÅ›my stamtÄ…d szybko. Niektórzy mówiÄ…, że to najwiÄ™ksze rozczarowanie Transylwanii. My na szczęście wiedzieliÅ›my, czego siÄ™ tu spodziewać, wiÄ™c niemiÅ‚ego zaskoczenia nie byÅ‚o. "Prawdziwy" zamek Drakuli to zaÅ› Zamek Poenari - twierdza na wzgórzu, blisko Trasy Transfogaraskiej. To tam spaliÅ›my "z niedźwiedziami" (o tym poniżej) i to przez niedźwiedzie wÅ‚aÅ›nie nie można go byÅ‚o wówczas zwiedzić - ponoć 7 sztuk krÄ™ciÅ‚o siÄ™ tego dnia w jego pobliżu i stÄ…d zakaz. Do zamku prowadzi prawie 1500 schodów, ale podobno wysiÅ‚ek wspinaczki wynagradzajÄ… piÄ™kne widoki z twierdzy.


Transylwania, czyli Siedmiogród

ZjeżdżajÄ…c  z Karpat i kierujÄ…c siÄ™ już powoli w stronÄ™ domu wjechaliÅ›my do Siedmiogrodu. To kraina poÅ‚ożona na wyżynie, ze wszystkich stron otoczona różnymi pasmami Karpat. TrochÄ™ nam przypominaÅ‚a ToskaniÄ™, trochÄ™ Bieszczady. Bardzo malownicza. ZaÅ› maÅ‚e miasteczka sÄ… tam wyjÄ…tkowo urocze: kolorowe domy nas zachwyciÅ‚y. Od stuleci zamieszkujÄ… Siedmiogród Sasi (Niemcy), dziÅ› stanowiÄ…cy tu dość licznÄ… mniejszość narodowÄ…. Ich obecność czuć wedÅ‚ug mnie w tym wiÄ™kszym, niż gdzie indziej Å‚adzie i estetyce.










Siedmiogród to też historyczna nazwa siedmiu "grodów", założonych przez niemieckich kolonistów, wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, w których dziś możemy podziwiać siedem kościołów warownych. Ciekawy szlak zwiedzania. Nam udało się zobaczyć tylko cztery z nich, więc jest po co wracać.








Rumuńskie miasta: Braszów, Sighisoara

Do Braszowa trafiliśmy, gdy - jak ja to mówię - zeszliśmy z gór ;-) Po tygodniu biwakowania na dziko, oglądania głównie lasów, koni, owiec i krów, mycia się w systemie mocno spartańskim i skromnego raczej stołowania Braszów był niezłą odmianą. Piękne miasto ze świetnie zachowanym starym miastem i ładnymi knajpami. Wylądowaliśmy tu w zasadzie trochę przez przypadek, bo duże miasta nie były na naszym celowniku podczas tego wyjazdu, spędziliśmy zaledwie popołudnie. Za to piliśmy drinki w przepięknej kawiarni. Prawdziwie instagramowe wnętrze! :-)




W Sighisoarze zatrzymaliśmy się z kolei na trochę dłużej, niż zamierzaliśmy, gdyż złapaliśmy gumę i trzeba było zaczekać do popołudnia kolejnego dnia na naprawę opony. To jest również piękne miasto, uznane z resztą za jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych zespołów miejskich Europy, także wpisane na listę UNESCO. Mnie oczywiście jak zawsze zachwyciły kolorowe elewacje ;-) Sighisoara to ponadto rodzinne miasto Vlada Palownika czyli Drakuli.






Nasze noclegi w Rumunii

Rumunia to raj dla kochających - jak my - biwakować na dziko! Żaden, nawet najfajniejszy camping, nie daje mi takiej frajdy, jak dobra dzika miejscówka. Bliskość natury, cudowne widoki wprost z łóżka, spokój i świadomość, że to boskie miejsce mamy tylko dla nas. No, może nie jesteśmy zawsze zupełnie sami, bo praktycznie wszędzie, gdzie spaliśmy wcześniej czy później pojawiały się jakieś zwierzęta... Owce, krowy, ba - nawet niedźwiedzie! Tak! Raz spaliśmy w wąwozie, nad wartkim potokiem i tuż przed zmrokiem na krętej drodze, kilkadziesiąt metrów od naszego samochodu, pojawiła się niedźwiedzica z dwoma niedźwiadkami! Przyznaję, że napędziła mi sporo strachu :-) Na szczęście zawróciła i znikła gdzieś w lesie, a ja potem żałowałam, że nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia.

Gdzie jeszcze spaliśmy? Nad rzekami, nad górskimi strumieniami, nad jeziorami. Pod piękną skałą, która kryła w sobie jaskinię, którą rano zwiedzaliśmy. Z widokiem na panoramę Karpat. Zawsze z pięknym widokiem!!! Te rumuńskie noclegi wspominam najlepiej!
















A co mi siÄ™ w Rumunii nie podobaÅ‚o? 

Przede wszystkim kuchnia. Jest biedna, taka "la cucina povera",  ciężka, maÅ‚o urozmaicona. Trzeba pamiÄ™tać, że to kuchnia pasterzy - ma być prosta i kaloryczna. MamaÅ‚yga (czyli polenta - kasza kukurydziana) sama w sobie nie jest zÅ‚a, z bryndzÄ… czy sadzonym jajkiem jest wrÄ™cz ekstra, ale nie raz zaserwowano nam jÄ… z tak tÅ‚ustym, ciężkim, ciÄ…gnÄ…cym serem, że nie daÅ‚o siÄ™ jej zjeść. SÄ… też treÅ›ciwe zupy, czyli ciorby. Kilka razy jedliÅ›my niezłą, ale nie to, że klÄ™kajcie narody. Jest też dużo serów, dużo kieÅ‚basek, dużo miÄ™s grillowanych. Generalnie wegetarianie w Rumunii nie poszalejÄ…, a weganie majÄ… przerÄ…bane. Zdecydowanie najlepsze, co jadÅ‚am, to maÅ‚e zgrabniutkie gołąbki, zwane sarmale. Ale tak naprawdÄ™ nie byÅ‚o nam dane jakoÅ› bardzo intensywnie kuchni rumuÅ„skiej smakować, gdyż zwyczajnie nie ma tu za dużo knajp. MówiÄ™ oczywiÅ›cie o obszarze zjechanym przez nas. W wiÄ™kszych miastach zapewne jest w czym wybierać. WiÄ™c zdajÄ™ sobie sprawÄ™, że sporo tu jeszcze przed nami do odkrycia. Rozpieszczeni GrecjÄ…, gdzie mimo, że poruszaliÅ›my siÄ™ zdecydowanie poza turystycznymi szlakami, również sporo po górach, to zawsze, ale to zawsze, w miasteczkach i maÅ‚ych wioskach można byÅ‚o znaleźć tawernÄ™ i posmakować lokalnych specjałów, tu byliÅ›my wygÅ‚odniali tej rodzimej kuchni - jaka by ona nie byÅ‚a.

Rumunia ma za to świetne wina. Nam szczególnie przypadły do gustu rieslingi i wina ze szczepu feteasca regala.






Kilka informacji praktycznych

Do Rumunii dostaniemy się najprościej przez Słowację i Węgry. To strefa Schengen, więc granice przekraczamy raczej bezboleśnie. My w drodze powrotnej staliśmy jedynie ok. pół godziny na przejściu rumuńsko-węgierskim. Wizy niepotrzebne (o ile podróż nie trwa dłużej, niż 90 dni), zielona karta niepotrzebna.

Waluta to lej. W przybliżeniu 1 lej = 1 złoty.

Drogi bywają bardzo złe, bywają średnie, ale są też i doskonałe. Nam zachciało się na początku nie jechać głównymi traktami, tylko powłóczyć się po wioskach, no to się włóczyliśmy szutrami i dziurami. Ale są i autostrady. Karpaty to oczywiście serpentyny i strome podjazdy, ale tragedii nie ma, każdy samochód sobie poradzi. Korzystanie z dróg jest płatne. Należy wykupić winietę. Nas 30-dniowa kosztowała zdaje się 14 EUR.

Paliwo kosztuje podobnie, jak u nas. My za olej płaciliśmy ok. 5,20 PLN (sierpień 2019).

Ceny w knajpach mnie zaskoczyły. Nie było tak tanio, jak się tego spodziewałam. Ceny raczej polskie, zdecydowanie wyższe od węgierskich, a tam można jednak znacznie lepiej podjeść. Do tego zaznaczam, że nie jedliśmy w żadnym większym mieście, a tam - jak przypuszczam - jest jeszcze drożej.

Z płatnością kartą raczej nie było problemów.

Zasięgu w telefonie nie było dość często. Mówię tu oczywiście o mniej dostępnych miejscach, w tym górach, gdzie spędziliśmy większość czasu.

Spanie na dziko, czyli dla nas tak naprawdę najważniejszy parametr ;-) Otóż oficjalnie biwakowanie nie jest w Rumunii dopuszczalne, ale jest to całkowicie martwy przepis. Co więcej, spotkaliśmy się z tym, że można było przenocować na dziko nawet w Parku Narodowym, wiązało się to jedynie z niewielką opłatą. Rumuni w ogóle bardzo chętnie biwakują. Jadąc co ładniejszymi i bardziej widokowymi drogami spotkać można całe rodziny wylegujące się na kocykach i grillujące lub palące ogniska. Nad wodą sporo jest wędkarzy. Generalnie nie wzbudzaliśmy niczyjej negatywnej reakcji czy nawet zainteresowania, jeśli przedzieraliśmy się naszą Cali do jakiejś rzeki czy innego miejsca z pięknym widokiem. Z naszego doświadczenia jest bezpiecznie, ale wiadomo, że należy stosować się do pewnych zasad i nie dotyczą one tylko Rumunii.

PodsumowujÄ…c

Przeczytałam gdzieś ostatnio, że Rumunia to takie "trudne piękno". I zgadzam się w 100% z tym określeniem, według mnie pasuje idealnie do tego kraju. Jest piękny - temu się nie da zaprzeczyć! Ma niepowtarzalną atmosferę. Ale to jego piękno nie jest wszechobecne, oczywiste, pocztówkowe czy - dziś powiedzielibyśmy - instagramowe. Obok obłędnych kadrów trasy Transfogaraskiej mamy biedę, brzydotę, nieład i śmieci. Ale mimo wszystko jestem bardzo szczęśliwa, że taką podróż odbyliśmy. Trochę ciągną nas ostatnio nieco bardziej niszowe destynacje. Takie, gdzie niewielu turystów, a miejscowi ludzie jeszcze nie stracili swojej autentyczności na rzecz komerchy.

Ta podróż dała nam również sporo w aspekcie naszego dzikiego biwakowania, w którym wciąż się doskonalimy. Jesteśmy już na dobrej drodze do osiągnięcia ideału logistyczno-funkcjonalnego ;-)

Czy chcemy wrócić do Rumunii? Na samym początku naszej podróży powtarzałam sobie: "Nigdy więcej!" Ale po paru dniach zmieniłam zdanie i mówię: "Na pewno tak!" Bardzo chcę zobaczyć Bukareszt oraz wybrzeże. I wciąż mam w głowie te obłędne widoki - cudowne panoramy poteżnych Karpat. Tyle przestrzeni i oddechu! Rumunia to wielki kraj i czuję, że czeka tam jeszcze wiele pięknych miejsc do zobaczenia. Tak więc kto wie, może za rok powtórnie wybierzemy się do kraju niedźwiedzi i Drakuli...
Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarzy
Nowsze wpisy
Poprzednie wpisy

O mnie

O mnie
Mam na imię Magda, znajomi mówią na mnie Megi. Jestem mamą dwóch córek (Niny oraz chorej na cukrzycę typu 1 Mileny). Uwielbiam podróżować (ale jeszcze bardziej wracać do domu), dobrze zjeść i pobiegać po lesie. Wiele lat temu uciekłam z miasta, potem z korporacji i były to chyba dwie najlepsze decyzje mojego życia. Realizuję się w projektowaniu minimalistycznych plakatów do dekoracji wnętrz. Jestem uzależniona od espresso i nie wstydzę się do tego przyznać.

Bądź na bieżąco!

  • Instagram
  • Pinterest
  • Facebook
  • Bloglovin
  • Society
  • DAWANDA

Kategorie

  • inspiracje
  • podróże
  • plakaty
  • sport
  • cukrzyca

Ostatnie na blogu

Facebook

Nudy nie ma

Archiwum

  • ▼  2020 (6)
    • ▼  maja (1)
      • Czy kosmetyki naturalne sÄ… najlepsze?
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (1)
  • ►  2019 (5)
    • ►  października (1)
    • ►  wrzeÅ›nia (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2018 (3)
    • ►  listopada (1)
    • ►  wrzeÅ›nia (2)
  • ►  2017 (8)
    • ►  października (2)
    • ►  wrzeÅ›nia (3)
    • ►  sierpnia (3)
  • ►  2016 (2)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2015 (10)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (4)
    • ►  października (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2014 (26)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  wrzeÅ›nia (1)
    • ►  sierpnia (4)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (4)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (3)
  • ►  2013 (34)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (4)
    • ►  października (7)
    • ►  wrzeÅ›nia (7)
    • ►  sierpnia (4)
    • ►  lipca (8)
Instagram Facebook Bloglowin Pinterest Dawanda society6
JESTEM NA @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates