piątek, 13 listopada 2015

Moja mikołajkowa Wishlista

Sądząc po ilości odsłon posta z moją listopadową wishlistą wpis Wam się podobał. Z radością będę więc kontynuować ten temat, bo przyznam - jest bardzo przyjemny. Dziś chcę Wam więc przedstawić moją mikołajkową listę marzeń :-)




W moim rodzinnym domu tradycja była taka, że prezent 6 grudnia Mikołaj zostawiał pod poduszką. Musiało więc być to coś małego, jakiś drobiazg. Akurat w przypadku prezentów dla dorosłych łatwo o to, żeby prezent będąc małym, był jednocześnie kosztowny. Ale co tam, przecież to tylko lista marzeń ;-)

Większość pomysłów, które Wam za chwilę przedstawię, tak na prawdę jest mi pilnie i bardzo potrzebnych. Jeśli więc Mikołaj nie dostanie tej listy na czas, sama je sobie będę musiała sprawić. No dobra, żeby być tak do końca szczerą, przyznam się, że dwa z nich w zasadzie już zamówiłam.... :-)))

Pierwszy to prenumerata Harper's Bazaar. Czytam od pierwszego numeru, w zasadzie od deski do deski i cieszę się, że nareszcie jest na polskim rynku dobry magazyn dla kobiet. Jest co pooglądać i co poczytać. Jedyny minus jest wg mnie taki, że redakcja rzadko decyduje się na autorskie okładki, korzystając często z tych z zagranicznych edycji. A szkoda. Anyway, właśnie niedawno przyszedł do mnie ostatni numer z zeszłorocznej prenumeraty, więc od razu zamówiłam nową, wraz z książką "Świat według Karla" w prezencie. 

Druga rzecz, która jest mi niezbędna i czas najwyższy, aby już ją nabyć, to kalendarz. Nie taki na ścianę (bo ten będę miała własnego projektu), tylko taki do notowania. Od lat używam kalendarza-notesu Taschen lub teNeues. Lubię to, że są spięte sprężyną, odpowiada mi ich układ i to, że są pełne zdjęć tych wydawnictw. W tym roku mam kalendarz "The colors of fashion", teraz zaś zamówiłam "STREET ART".

Kolejna pozycja jest również sprawdzona: mascara Collistar. Dostałam taką w zeszłym roku na gwiazdkę i muszę powiedzieć, że jest to najlepszy tusz do rzęs, jakiego miałam okazję używać. Bez wahania chcę znowu!

Jeśli już jesteśmy przy kosmetykach, to również bardzo zadowolona jestem z pudru Rimmel, a że mi się właśnie kończy, to - Drogi Mikołaju - poproszę taki sam :-)

W zasadzie kosmetyki to idealny pomysł na prezent Mikołajkowy. Ucieszyłabym się również ze szminki. Kiedyś sprzedawczyni w perfumerii Douglas poleciła mi pomadkę Rouge Bunny w pięknym czerwono-koralowym odcieniu. Niestety takiej samej nie mogę teraz znaleźć, ale te szminki mają tak intrygujące nazwy (np. Zasłyszane Słowa, Gorzka Cisza, Mój Kaprys, Dojrzewająca Intryga), że chociażby ze względu na nie jestem w stanie zaryzykować kolejną.

Jesiennie wieczory sprzyjają lekturze. W lecie różnie z tym bywało - dużo czasu spędzaliśmy późno na tarasie, książki leżały i się kurzyły. Teraz na szczęście poprawiam moje roczne statystyki czytania. Testuję różne kryminały, mimo, że nie byłam nigdy wielką fanką tego gatunku. Wyjątkiem była trylogia Stiega Larssona, którą byłam wprost oszołomiona. Czytałam to, jak tylko mogłam, zarywając noce i wystawiając na próbę życie rodzinne. Od tego czasu szukam czegoś, co pozwoli mi podobnie odlecieć. Bezskutecznie. W zasadzie wszystko, co czytałam do tej pory, to miernota. Aż ostatnio wpadłam na książkę "Co nas nie zabije", która jest kontynuacją trylogii Millenium, oczywiście innego autora, bo jak wiadomo, Pan Larssen popełnił w życiu niestety tylko te trzy książki. Podpięcie się pod jego fejm przez kogoś innego wzbudziło sporo kontrowersji, ale jeśli pan Lagercrantz umie pisać równie dobrze, jak robił to pan Larsson, nie będę się go zupełnie czepiać.

Jesień jest również dobrym okresem, aby majstrować sobie przy twarzy. Można oczywiście działać w zaciszu domowej łazienki, ale ja raz na jakiś czas lubię się oddać w ręce specjalisty. W tym temacie również jestem wierna jednej firmie. Byłam ostatnio  na zabiegu złuszczania kwasami oraz mikrodermabrazji, która w salonie w Wilanowie jest często wykonywana gratis w promocji z innym zabiegiem na twarz. Więc warto skorzystać. Chętnie udam się tam ponownie, więc poproszę voucher na zabieg.

Jak może wiecie (jeśli na przykład obserwujecie mnie na Instagramie), od paru miesięcy biegam. Szykuję z resztą na ten temat osobnego posta. Tak więc biegam, jest zatem spore pole do popisu, jeśli chodzi o prezenty dla mnie ;-) Ciuchów mam już dużo, buty jedne, ale porządne, ale przyda mi się coś z działu gadżetów, czyli zegarek biegowy. Niestety po pierwsze w temacie się jeszcze nie orientuję (czyli nie mam upatrzonego modelu), a ponadto ceny są na tyle wysokie, że Drogi Mikołaju, nie wiem, czy to nie przesada, jeśli chodzi o 6.12. Zastanowimy się może bliżej 24.12 ;-) Tak więc skoro nie gadżet elektroniczny, to może książka o bieganiu? Mam ochotę sięgnąć po pozycję Beaty Sadowskiej. Wydaje mi się ona sympatyczną babką, lubi biegać, więc książka powinna być fajna. Poproszę.

Listę zakończę czymś, co bez problemu zmieści się pod poduszką, ale nie jest mi niezbędne. Tak więc Drogi Mikołaju - bez spinki, tego nie musisz mi przynosić ;-) Tak tylko na głos marzę. Mam na myśli zegarek. Zegarek wybieram zawsze jakiejś niezłej firmy, więc jest to zakup z tych droższych. Aktualnie posiadam 3 sztuki i w zasadzie więcej mi nie trzeba, ale skoro mam zacząć przygodę ze złotem (z czego zwierzyłam się Wam w listopadowej liście marzeń), to powinnam mieć przecież korespondujący zegarek, nie? Jakiś czas temu wpadła mi w oko firma Danish Design i jeśli miałabym coś wybierać, to z pewnością szukałabym tam. 



9. Zegarek Danish Design: ten, ten lub ten

A co jest na Waszej liście? Polecacie jakieś książki? Kosmetyki? 



Brak komentarzy: