czwartek, 10 sierpnia 2017

Dawno mnie tu nie było...

Dawno mnie tu nie było... Ale zamierzam wrócić do blogowania! Okazuje się, że mimo dość intensywnego życia jednak mi tego brakuje!


Ostatni post pochodzi sprzed ponad 1,5 roku! Opowiadam w nim o naszej podróży do Tajlandii i o tym, jak zachorowała Milena. Tak, już tyle żyjemy z chorobą... Planuję serię postów o NIEJ, czyli cukrzycy. Chcę Wam ją przybliżyć, bo pewnie niewielu z Was wie coś na ten temat, nie wie o tym, jak wygląda życie diabetyka i jego rodziny. Ponadto jako, że jestem żywieniowcem z wykształcenia, być może rozwinę tę sekcję bloga o wpisy związane ze zdrowym odżywianiem. Powiem Wam, że pojawiające się co i raz "cudowne" diety i mody żywieniowe budzą niejednokrotnie moje emocje, więc może znajdę dla nich ujście właśnie na blogu. Poza tym od dwóch lat biegam. Żaden ze mnie ekspert naturalnie, ale chętnie podzielę się doświadczeniami i poczytam o Waszych.

Ponieważ również i w tym roku dużo podróżujemy, chcę też w związku z tym stworzyć na blogu sekcję "travelową" ;-) Rok zaczęliśmy od zimowego rodzinnego wygrzewania się w Egipcie, potem ja sama pojechałam na safari nurkowe, urodziny w kwietniu świętowałam w pięknym hotelu w Arłamowie, w maju zjeździliśmy cudowną Andaluzję, w czerwcu wybrałam się na wyjazd "girls only" do Monachium (i to bynajmniej nie z moimi córkami, a z przyjaciółką), zaś pół lipca podróżowaliśmy po fantastycznej Portugalii. Tak więc jest o czym opowiadać, a zdjęć są setki!

No i co najlepsze: marzę o odświeżeniu bloga, żeby był taki śliczny, jak strona z plakatami! Pracuję teraz nad tym i nie mogę się doczekać, aż ujrzę w nowej odsłonie to, od czego w zasadzie zaczynałam moją obecność w sieci, czyli ten blog.

Ten czas wiosenno-letni, kiedy sporo wyjeżdżamy, traktuję również jako wakacje od projektowania nowych plakatów i mojej aktywności w social media z tym związanej.  To nie jest rzecz jasna tak, że nic nowego nie tworzę! Ale przeważnie nowymi projektami dzieliłam się dość spontanicznie. Teraz, po "wypuszczeniu" ostatniej kolekcji NATURE w kwietniu, nie pokazałam nic nowego. Wszystko, co od tego czasu powstało, pokażę dopiero jesienią. 

Jak widzicie, pomysłów jest masa. Czasami więc dobrze zrobić sobie przerwę :-)


środa, 6 kwietnia 2016

Słodka Tajlandia, czyli o podróży, której nie zapomnimy do końca życia

Długo myślałam nad tym postem. Nie bardzo wiedziałam, jak ułożyć w głowie tę opowieść. Planowałam pisać, że miała być podróż życia, daleka, wyczekana, egzotyczna. Z lekką obawą, ekscytacją, no bo to przecież po raz pierwszy tak daleko. Ale w końcu z odwagą, entuzjazmem i marzeniami o pysznym jedzeniu. Miał być raj. A skończyło się w szpitalu, z dzieckiem w stanie zagrożenia życia. 


Ale pomyślałam sobie, że nie chcę tego wszystkiego jednak na nowo przeżywać. Rozdrapywać, rozpamiętywać, analizować w głowie każdy dzień, każdy symptom choroby, który nieświadomie zignorowałam. Moja wcześniejsza reakcja nic by nie zmieniła. Miało tak być. I już. Są gorsze choroby. No a wakacje w Tajlandii - no cóż, faktycznie solidnie zepsute. Dość wspomnieć, że mamy za sobą pobyty w 3 szpitalach (ten trzeci już w Warszawie, zaraz po powrocie), podróże karetką na sygnale, speed boatem z dzieckiem pod kroplówką i tlenem, samolotem medycznym. No działo się.

Mamy więc w domu cukrzyka.  I już. Są gorsze choroby. Dajemy radę. Nasze życie nie tylko nie runęło, ale nawet nie stanęło na głowie. Oczywiście część jego aspektów się pokomplikowało, ale na dziś nie odczuwamy tego bardzo mocno. Milena jest w super formie, chorobę w 100% zaakceptowała. Domyślam się, że nadejdzie bunt, pytania, złość. Może za 5-10 lat, a może za miesiąc. Ale nie będę się martwić na zapas. Z cukrzycą da się dobrze żyć. Tak, nie podoba mi się to, że jest nieuleczalna. Tak, cukrzyca wymaga kontroli i dyscypliny. Ale - słowo daję - są gorsze choroby. Jakoś podświadomie liczę, że skoro już mamy taką przypadłość, to inne może nas oszczędzą.

A jutro właśnie Światowy Dzień Zdrowia, który w tym roku odbywa się pod hasłem "Pokonaj cukrzycę!". Na tę chorobę cierpi prawie 400 ml ludzi na świecie! Liczba nowych zachorowań stale rośnie! Według prognoz WHO do 2030 r. cukrzyca stanie się 7 najczęściej występującą przyczyną zgonów. W Polsce na cukrzycę choruje ok. 3 mln osób. Największy wzrost zachorowań obserwuje się u dzieci najmłodszych, właśnie do 5 roku życia. Milena zachorowała chwilę przed swoimi 5 urodzinami.

Ale o chorobie nie chcę dziś pisać za dużo. Chcę mieć z Tajlandii przede wszystkim piękne wspomnienia i tylko te kadry z mojej głowy chcę Wam dziś pokazać.














czwartek, 14 stycznia 2016

Plakat jako prezent dla Babci i Dziadka?

Gdzie jest powiedziane, że dla Babci i Dziadka to już tylko ciepłe skarpety, szaliczek, biovital czy w najlepszym wypadku zdjęcie wnusia? A może sprezentować dziadkom minimalistyczny typograficzny plakat w stylu scandi? ;-)


Dla tych, którym ten pomysł się spodoba, mam kilka propozycji. Oto one.

Zaczynam od grafik z serii Numbers. To uniwersalne plakaty, które można sprezentować z okazji rocznicy, urodzin czy dla zaakcentowania jakiejkolwiek tajemnej znaczącej liczby ;-)


Dalsze propozycje są już dla mówiących (a przynajmniej czytających) po angielsku, ale zakładam, że tacy wśród współczesnych Babć i Dziadków są :-)

Zapraszam na www.nudyniema.pl ! Jeszcze damy radę wydrukować i wysłać :-)

  






środa, 16 grudnia 2015

Poradnik prezentowy NudyNieMa design - część II

Oto druga część plakatowego poradnika prezentowego. W pierwszej radziłam, co można kupić do pokoju dziecka, a co mamie i tacie. Jaki plakat wybrać, aby przekazać miłosną wiadomość, a jaki, by kogoś zmotywować do działania. 


Dziś zaczynamy od miłośników zwierząt. Na pewno macie w swym gronie jakiegoś psiarza czy kociarza, któremu można by podarować odpowiedni plakat. No to zapraszam :-)




Jak zauważyliście, sporo tu cytatów. Maniakalnie wyłapuję takie rzeczy skąd się tylko da. Uwielbiam inspirujące cytaty! Znajdziecie więc u mnie ich sporo. Cała kolekcja, na dzień dzisiejszy 23 grafiki. Wśród moich ulubieńców mini-seria inspirowana serialem House of Cards.


Uwielbiam również Sex and the City. Znacie kogoś, kto też lubi i ucieszyłby się z takiego plakatu?


A może macie do obdarowania jakichś orędowników minimalizmu?



Miłośników podróży?


Kogoś, kto ma nowy dom? Przeprowadził się? Urządza mieszkanie? Lubi gotować?






Kogo byście nie chcieli obdarować, kalendarz jest zawsze dobrym pomysłem. W tym roku u mnie minimalistycznie i skandynawsko. Trochę mi brakuje kolorów z kalendarza 2015, ale jakaś odmiana musi być. Macie do wyboru jedną kartę z 12 miesiącami, w formacie 30x40, 50x70 lub 70x100 cm. Albo wersję z osobną kartą na każdy miesiąc, w formacie A3. Zapraszam!  www.nudyniema.pl :-)








wtorek, 8 grudnia 2015

Poradnik prezentowy NudyNieMa design - część I

Późna jesień i zima nie należą w moim odczuciu do najprzyjemniejszego czasu w roku. Na szczęście mamy Mikołajki i Gwiazdkę, czyli czas obdarowywania prezentami. Przyjemnie jest obdarowywać, przyjemnie być obdarowanym, ale nie mniejszą frajdę sprawia - przynajmniej mi - samo marzenie i tworzenie wishlist. Moich prywatnych poznaliście ostatnio nawet kilka. Dziś chcę doradzić Wam, co możecie podarować bliskim. Oczywiście możecie spokojnie uznać moje dotychczasowe listy marzeń za inspirację, ale zamierzam Wam również doradzić, korzystając - a jakże - z własnej prywatnej oferty plakatowej :-) Zapraszam więc. Gdyby ktoś miał problem, co wybrać z blisko setki grafik NudyNieMa design, ten post mu pomoże.


Zaczynam od najmłodszych. Zakładam, że macie w najbliższym gronie milusińskich. I zdaję sobie sprawę, że dla nich największą frajdą na świecie nie będzie może plakat do pokoju, ale może będziecie chcieli zaspokoić swoje potrzeby estetyczne, jeśli chodzi o to wnętrze, albo też potrzeby znajomych rodziców. Tak się składa, że mam w ofercie bardzo dużo plakatów dziecięcych. Począwszy od pięknych, prostych grafik personalizowanych z imieniem, po delikatne plakaty z serii Goodnight czy Dreaming. Kto woli minimalistycznie, są też proste typografie. 




Powyżej nie widać oczywiście wszystkiego, co jest w ofercie. Wejdźcie więc po prostu na nudyniema.pl, a poznacie wszystkie grafiki dziecięce.

Aha, nie mogę też zapomnieć o grafikach z serii Animals!



Jesteś zakochany? Chcesz obdarować kogoś zakochanego? A może po prostu chcesz przekazać miłosny message. W tym temacie też mam wiele do zaoferowania. Od plakatu Love z popularnej serii Words, poprzez wiele miłosnych haseł.   


W temacie przyjaźni polecam plakat Friend z serii Words. Dobrym pomysłem dla przyjaciela (ale również dla męża/ chłopaka, żony/ dziewczyny i dziecka) będzie też plakat z serii Letters lub Numbers - na urodziny czy rocznicę. Oczywiście wykonam każdą literę i cyfrę/ liczbę :-) 




Poniżej kilka propozycji grafik dla mam i tatusiów :-)


Chcecie kogoś zmotywować? Mam wiele plakatów na tę okoliczność:


To pierwsza część poradnika. W drugiej pokażę Wam, co można kupić psiarzom, kociarzom, miłośnikom ciekawych cytatów i orędownikom domowego ogniska. Stay tuned :-)


poniedziałek, 30 listopada 2015

Moja grudniowa Wishlista

Obiecuję, że to ostatnia wishlista w tym roku! Ale przyznam, że tak przyjemnie się je robi, że najpóźniej na wiosnę możecie się spodziewać kolejnej! :-)




Zaczynam od czegoś, co marzy mi się od dawna. Wypatrzyłam to oczywiście gdzieś na Instagramie. Ten Instagram to samo zło, mówię Wam! O połowie przedmiotów czy marek, które uwielbiam, nie miałabym pojęcia, gdyby nie Insta. Tak więc jest to taki kalendarzo-zegar. Niestety znalazłam tylko na e-bay. Jest kilka opcji rozmiaru, czasem coś z innym kolorem. Must have - absolutnie!!!

Jeśli chodzi o kalendarz, to oczywiście nie zabraknie i mojego autorskiego, od NudyNieMa design! Planuję jeszcze zaprojektować taki 12-kartkowy, ale póki co czasu brak. I tak mam niezły czas z tym całorocznym! ;-)

Pozostaję w gabinecie. W ogóle cały czas nie jestem tu urządzona. Potrzeba wielu rzeczy do dopieszczenia tego wnętrza. Podoba mi się bardzo taki przybornik na biurko Vitra. A że lubię błyskotki, to marzę też o pen drive'ie Swarovsky ;-)


Jeśli jesteśmy przy bling bling: wpadły mi w oko ciekawe kolczyki i naszyjnik z kolekcji Ania Kruk. Pisałam kiedyś, że w temacie biżu jestem wierna W.Kruk, ale to w zasadzie ta sama rodzina, więc mogę poczynić drobne ustępstwo, nie?


Biżuterii nigdy za dużo, dokładnie tak samo jest z perfumami. "Zamawiałam" już w prawdzie jedne w listopadzie, ale ostatnio wpadła mi w ręce próbka Midnight Poison Diora. I muszę powiedzieć, że przepadłam. Boski zapach! I pamiętacie, co pisałam o tym, jakie znaczenie ma dla mnie flakon oraz to, kto jest twarzą perfum? Nie kupiłabym w życiu perfum, których ambasadorką jest dajmy na to Britney Spears czy Beyonce, choćby pachniały najcudowniej na świecie. Otóż w poszukiwaniu zdjęć do tego posta odkryłam, że twarzą Midnight Poison jest Eva Green! Piękna, zachwycająca i intrygująca Vesper Lynd z Casino Royale, mojego ulubionego Bonda!!! To nie może być przypadek, te perfumy muszą być moje!!!


Nieskromnie wrzucam na listę kolejną rzecz mojego projektu. Wspominałam Wam już kiedyś o Society6, gdzie możecie znaleźć wiele produktów, takich jak m.in. torby, t-shirty, kubki, bluzy, poduszki, zegary i oczywiście plakaty z moimi grafikami. Ja nabyłam już torbę oraz t-shirt, teraz planuję case na iPhone'a.


Ostatnio byłam na Warszawskich Targach Książki Artystycznej i wpadła mi w ręce publikacja, której już wcześniej szukałam: "Very Graphic. Polish Designers of the 20th Century". Żałuję, że nie kupiłam. Tym bardziej, że był Black Friday i można ją było nabyć taniej.  


Pisałam już kiedyś, że nie majstruję za dużo w naszych wnętrzach i (poza gabinetem) uważam je raczej za kompletne. Nie przemeblowuję, nie dokupuję ciągle nowych świeczników, dywaników, narzut, poszewek na poduszki. Ale są takie rzeczy, które przyda się mieć w większych ilościach. Bardzo lubię kwiaty i staram się, aby zdobiły  nasz dom przez cały rok. Przydają się więc wazony. Oczywiście znowu Instagram staje się nieocenioną inspiracją i motywatorem zakupowym ;-) Zauważyłam modę na wazony Madam Stoltz. Są faktycznie bardzo ładne, ale - jak to bywa z instagramowymi modami - mają je teraz prawie wszyscy. Za to udało mi się znaleźć wazony równie ładne, o ile nie ładniejsze, duńskiej firmy Lyngby. Wybieram piękny matowy czarny oraz marmurowy.

Przydałby mi się również stojak na gazety. Szukam od lat i wygląda na to, że znalazłam nareszcie coś ciekawego.

I na deser perełka. Belmam. Poznałam tę markę - a jakże - przez Instagram. Kupiłam w zeszłym roku jeden z ich koszy. I od tego czasu muszę powiedzieć, że podoba mi się prawie wszystko, co wprowadzają do oferty! Świetnie pasowałby mi do gabinetu ich regał, super są też organizery. Kosz, który mam, wylądował u dziewczyn w pokoju, więc przyda mi się drugi - tym razem tylko dla mnie. Słowo daję, łapię się za głowę, jak Belmam wrzuca coś nowego na Insta, co oznacza to, że prawdopodobnie moja lista marzeń ulegnie znowu wydłużeniu.

Dodam, że od miesięcy marzyłam też o spódnicy od Miszkomaszko, ale kliknęłam na nią z okazji Black Friday :-)

A Wy o czym marzycie w grudniu??



1. Zegar
3. Toolbox Vitra
4. Pendrive
5. Kolczyki te, te i te oraz naszyjnik
6. Perfumy
7. iPhone case
8. Książka
9. Wazony: ten i ten
10. Stojak na gazety
11. Belmam: regał i kosz


Poprzednie wishlisty możecie zobaczyć tutaj:
- listopadowa: tu
- mikołajkowa: tu
- dla dziewczynek: tu

czwartek, 19 listopada 2015

Pomysły na prezent dla dziewczynki - mój subiektywny poradnik

Widzę po statystykach, że podobały się Wam ostatnie posty prezentowe. Jeśli ktoś czeka na sto jeden pomysłów na prezent dla dzieci, to muszę rozczarować. Wyczucie w tym temacie mam średnie, rozeznanie oferty rynkowej jeszcze słabsze. Zapraszam więc do moich znakomitych koleżanek blogerek parentingowych. 


I mało tego. to ja liczę na Waszą pomoc! Może - znając marzenia moich dziewczyn - pomożecie mi, gdzie znaleźć takie prezenty?

Bo marzenia znam. Postanowiłam zapytać. Tak po prostu: "Dziewczyny, co chciałybyście dostać od Mikołaja pod poduszkę, a potem pod choinkę?" Nie będę uszczęśliwiać pięknymi drewnianymi zabawkami, którymi nikt nie chce się bawić. Ani grafitową sukienką, która jest piękna wg mnie, ale co z tego, jak młoda dama uwielbia kolor czerwony. Tak, jestem estetką. Tak, drażni mnie kolorowy plastik. Ale uważam też, że dzieciństwo rządzi się swoimi prawami i nie zamierzam zabraniać moim córkom bawienia się kucykami Pony, jeśli to im sprawia radość. Na szczęście zamiłowanie do kiczu i plastiku im minie. O to jestem spokojna. Czy któraś z dzisiejszych dizajnerek-minimalistek w dzieciństwie otaczała się tylko skandynawskimi zabawkami z kolorze black&white? Nie sądzę.

A wracając do Mikołaja: nie mając jeszcze dzieci, obiecywałam sobie, że nigdy nie będę - jak już je będę miała - wciskać kitu o Mikołaju. Ale jakoś tak wyszło... Stwierdziłam, że to jednak fajniejsza wersja od tej, że to mama wszystko kupuje.

Tak więc z pozoru sprawa wydaje się być prosta, córki nie były przesadnie wymagające. Zaznaczam, że nie mamy telewizora, nie jeżdżę z dziewczynami po centrach handlowych, więc nie są one bombardowane reklamami. Inspirację mogły czerpać z przedszkola, od koleżanek lub ze swej bogatej wyobraźni ;-)

Otóż Milena (starsza) pod poduszką 6 grudnia chciałaby znaleźć konika. "Takiego, jakim się ostatnio bawiłam w przedszkolu, jak po mnie przyszłaś. Pamiętasz?" Hmm, no pamiętam, taki brązowy, plastikowy. Ale co to dokładnie jest, to nie wiem... Muszę następnym razem go sobie dobrze obejrzeć. Póki co zrobiłam szybki risercz i identycznego nie znalazłam. Jest na przykład Barbie z koniem, nawet w kilku odsłonach, ale jakoś przed Barbie mam opór na razie. No i w zasadzie poza Barbie to wyboru dużego nie ma :-( Jakieś pomysły? Pomocy...

Oczywiście są koniki nieplastikowe. Takie maskotki, szyte. Mój faworyt to koniki Masiuki

Jeśli chodzi o prezenty pod choinkę, Milena zażyczyła sobie pieska. Nie prawdziwego, ufff... Ma to być maskotka i do tego nie za duża. Wydaje mi się, że IKEA powinna załatwić sprawę.



Nina chyba trochę spapugowała, bo twierdzi, że też chce konika. Konik razy dwa poproszę!

Trudniej będzie z prezentem pod choinkę dla młodszej. Marzy bowiem o..... złotej lalce! Dokładnie tak się wyraziła... Help! Any ideas? To będzie wyzwanie... Wszystko, co znajduję, to znowu Barbie albo coś podobnego. Brrr.... Ale Bella też ma złotą kieckę. I Amber. To już chyba lepiej, niż Barbie... :-))))

Niezależnie od uwielbienia dla kiczu moje dziewczyny, a w szczególności Milena, bardzo lubią książki, więc ich na 100% nie zabraknie pod choinką. Zobaczcie, jakie są moje typy (już kupione!). Podobają mi się ponadto układanki CzuCzu. Myślę, że Mikołaj tam też coś wybierze ;-)



Linków do tej chińszczyzny nie wklejam. Ale jeśli ktoś jest zainteresowany, to mam - mogę podać :-) Puzzle na stronie CzuCzu, książki w Empiku.

piątek, 13 listopada 2015

Moja mikołajkowa Wishlista

Sądząc po ilości odsłon posta z moją listopadową wishlistą wpis Wam się podobał. Z radością będę więc kontynuować ten temat, bo przyznam - jest bardzo przyjemny. Dziś chcę Wam więc przedstawić moją mikołajkową listę marzeń :-)




W moim rodzinnym domu tradycja była taka, że prezent 6 grudnia Mikołaj zostawiał pod poduszką. Musiało więc być to coś małego, jakiś drobiazg. Akurat w przypadku prezentów dla dorosłych łatwo o to, żeby prezent będąc małym, był jednocześnie kosztowny. Ale co tam, przecież to tylko lista marzeń ;-)

Większość pomysłów, które Wam za chwilę przedstawię, tak na prawdę jest mi pilnie i bardzo potrzebnych. Jeśli więc Mikołaj nie dostanie tej listy na czas, sama je sobie będę musiała sprawić. No dobra, żeby być tak do końca szczerą, przyznam się, że dwa z nich w zasadzie już zamówiłam.... :-)))

Pierwszy to prenumerata Harper's Bazaar. Czytam od pierwszego numeru, w zasadzie od deski do deski i cieszę się, że nareszcie jest na polskim rynku dobry magazyn dla kobiet. Jest co pooglądać i co poczytać. Jedyny minus jest wg mnie taki, że redakcja rzadko decyduje się na autorskie okładki, korzystając często z tych z zagranicznych edycji. A szkoda. Anyway, właśnie niedawno przyszedł do mnie ostatni numer z zeszłorocznej prenumeraty, więc od razu zamówiłam nową, wraz z książką "Świat według Karla" w prezencie. 

Druga rzecz, która jest mi niezbędna i czas najwyższy, aby już ją nabyć, to kalendarz. Nie taki na ścianę (bo ten będę miała własnego projektu), tylko taki do notowania. Od lat używam kalendarza-notesu Taschen lub teNeues. Lubię to, że są spięte sprężyną, odpowiada mi ich układ i to, że są pełne zdjęć tych wydawnictw. W tym roku mam kalendarz "The colors of fashion", teraz zaś zamówiłam "STREET ART".

Kolejna pozycja jest również sprawdzona: mascara Collistar. Dostałam taką w zeszłym roku na gwiazdkę i muszę powiedzieć, że jest to najlepszy tusz do rzęs, jakiego miałam okazję używać. Bez wahania chcę znowu!

Jeśli już jesteśmy przy kosmetykach, to również bardzo zadowolona jestem z pudru Rimmel, a że mi się właśnie kończy, to - Drogi Mikołaju - poproszę taki sam :-)

W zasadzie kosmetyki to idealny pomysł na prezent Mikołajkowy. Ucieszyłabym się również ze szminki. Kiedyś sprzedawczyni w perfumerii Douglas poleciła mi pomadkę Rouge Bunny w pięknym czerwono-koralowym odcieniu. Niestety takiej samej nie mogę teraz znaleźć, ale te szminki mają tak intrygujące nazwy (np. Zasłyszane Słowa, Gorzka Cisza, Mój Kaprys, Dojrzewająca Intryga), że chociażby ze względu na nie jestem w stanie zaryzykować kolejną.

Jesiennie wieczory sprzyjają lekturze. W lecie różnie z tym bywało - dużo czasu spędzaliśmy późno na tarasie, książki leżały i się kurzyły. Teraz na szczęście poprawiam moje roczne statystyki czytania. Testuję różne kryminały, mimo, że nie byłam nigdy wielką fanką tego gatunku. Wyjątkiem była trylogia Stiega Larssona, którą byłam wprost oszołomiona. Czytałam to, jak tylko mogłam, zarywając noce i wystawiając na próbę życie rodzinne. Od tego czasu szukam czegoś, co pozwoli mi podobnie odlecieć. Bezskutecznie. W zasadzie wszystko, co czytałam do tej pory, to miernota. Aż ostatnio wpadłam na książkę "Co nas nie zabije", która jest kontynuacją trylogii Millenium, oczywiście innego autora, bo jak wiadomo, Pan Larssen popełnił w życiu niestety tylko te trzy książki. Podpięcie się pod jego fejm przez kogoś innego wzbudziło sporo kontrowersji, ale jeśli pan Lagercrantz umie pisać równie dobrze, jak robił to pan Larsson, nie będę się go zupełnie czepiać.

Jesień jest również dobrym okresem, aby majstrować sobie przy twarzy. Można oczywiście działać w zaciszu domowej łazienki, ale ja raz na jakiś czas lubię się oddać w ręce specjalisty. W tym temacie również jestem wierna jednej firmie. Byłam ostatnio  na zabiegu złuszczania kwasami oraz mikrodermabrazji, która w salonie w Wilanowie jest często wykonywana gratis w promocji z innym zabiegiem na twarz. Więc warto skorzystać. Chętnie udam się tam ponownie, więc poproszę voucher na zabieg.

Jak może wiecie (jeśli na przykład obserwujecie mnie na Instagramie), od paru miesięcy biegam. Szykuję z resztą na ten temat osobnego posta. Tak więc biegam, jest zatem spore pole do popisu, jeśli chodzi o prezenty dla mnie ;-) Ciuchów mam już dużo, buty jedne, ale porządne, ale przyda mi się coś z działu gadżetów, czyli zegarek biegowy. Niestety po pierwsze w temacie się jeszcze nie orientuję (czyli nie mam upatrzonego modelu), a ponadto ceny są na tyle wysokie, że Drogi Mikołaju, nie wiem, czy to nie przesada, jeśli chodzi o 6.12. Zastanowimy się może bliżej 24.12 ;-) Tak więc skoro nie gadżet elektroniczny, to może książka o bieganiu? Mam ochotę sięgnąć po pozycję Beaty Sadowskiej. Wydaje mi się ona sympatyczną babką, lubi biegać, więc książka powinna być fajna. Poproszę.

Listę zakończę czymś, co bez problemu zmieści się pod poduszką, ale nie jest mi niezbędne. Tak więc Drogi Mikołaju - bez spinki, tego nie musisz mi przynosić ;-) Tak tylko na głos marzę. Mam na myśli zegarek. Zegarek wybieram zawsze jakiejś niezłej firmy, więc jest to zakup z tych droższych. Aktualnie posiadam 3 sztuki i w zasadzie więcej mi nie trzeba, ale skoro mam zacząć przygodę ze złotem (z czego zwierzyłam się Wam w listopadowej liście marzeń), to powinnam mieć przecież korespondujący zegarek, nie? Jakiś czas temu wpadła mi w oko firma Danish Design i jeśli miałabym coś wybierać, to z pewnością szukałabym tam. 



9. Zegarek Danish Design: ten, ten lub ten

A co jest na Waszej liście? Polecacie jakieś książki? Kosmetyki? 



czwartek, 5 listopada 2015

Moja listopadowa Wishlista

Szczerze mówiąc, zawsze lubiłam oglądać listy marzeń ulubionych blogerów. Często udawało mi się podpatrzeć coś ciekawego, poznawałam jakąś nową markę. Ponieważ przed świętami zapytana przez męża, co bym chciała dostać od Mikołaja, niejednokrotnie nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć, od jakiegoś czasu tworzę sobie przez cały rok takie listy marzeń i potem jest z czego wybierać ;-)




Oczywiście to też lista dla mnie. Przecież samemu też trzeba się rozpieszczać raz na jakiś czas. Więc jeśli dojdę do wniosku, że właśnie zasłużyłam na jakąś nagrodę, mam świetną ściągawkę pod ręką.


Rzecz jasna listy takie mają swoją sezonowość. W maju myślę o nowym bikini na nadchodzący sezon, wczesną jesienią nie potrafię przejść obojętnie obok stoisk z szalami, czapkami i rękawiczkami w moich ulubionych sklepach, ale takie rzeczy, jak biżuteria czy perfumy są przecież potrzebne cały rok.

Ale dość bla bla, każdy wie, co to wishlist. Przedstawiam Wam moją jesienną listę marzeń. Do świątecznej raczej coś jeszcze dorzucę. Pomarzyć fajna rzecz, nie?

Ponieważ listopad jest dla nas póki co łaskawy pogodowo, nie zamierzam przedwcześnie wskakiwać w puchówkę. Natomiast od lat marzę o idealnej czarnej skórzanej klasycznej kurtce, ale jak wiadomo - ideał jest trudny do znalezienia. Przeważnie - przynajmniej wg mojego doświadczenia - coś wygląda ładnie na zdjęciu lub wieszaku, zaś po przymierzeniu okazuje się niewypałem. W Mango często widywałam skórzane kurtki, ale swojej tam jeszcze nie znalazłam. Ta na zdjęciu wygląda nieźle, więc dam jej chyba szansę w sklepie.

Szyję lubię mieć porządnie otuloną, chętnie czymś wielkim. Do mojej nowej skóry dobrałabym taką miękką apaszkę z Zary.

Skoro lecimy po akcesoriach, nie może tu zabraknąć torby. Temat jest w moim przypadku o tyle szczęśliwy, że nie dotyka mnie częsta kobieca choroba nałogowego kupowania toreb w dużych ilościach. Po pierwsze nie cierpię przenoszenia się z jednej torby do drugiej. W każdej torbie kryje się masa rzeczy (i to mimo, że ja używam aktualnie raczej małych formatów), przy przeprowadzce zawsze nie przeniosę wszystkiego, bo przecież te wszystkie duperele nie są codziennie potrzebne, nie? I zawsze, ale to absolutnie zawsze, okazuje się, że jednak są. A to akurat nie przełożyłam jednego z dwóch ulubionych błyszczyków i akurat danego dnia tylko ten nieprzełożony pasuje. A to nie pakuję wizytownika, bo przecież - od kiedy nie męczę się w korpo - już nie codziennie spotykam osoby, którym wręczam wizytówkę. Ale oczywiście okazuje się, że akurat w dniu, w którym szpanuję nową torebką, spotykam kogoś, komu koniecznie chcę się pochwalić moim biznesem. I tak dalej. Tak więc rozumiecie: aby te kłopotliwe przeprowadzki ograniczyć do minimum, po prostu rzadko zmieniam torby i jestem przez to bogatsza o parę złotych. Drugi powód to fakt, że od kiedy mam dzieci, noszę torby typu listonoszka - takie przewieszane przez całe ciało, aby mieć dwie ręce wolne. Wiadomo - dzieci, zakupy etc. Był krótki etap toreb ogromniastych, które musiały pomieścić pieluszki, mokre chusteczki, kremik do pupki, ubranka na zmianę, mleczko, jabłuszko, zabaweczki, ale ufff... mam go już za sobą. Więc wracając do listonoszek - nie ma wielkiego wyboru na rynku - ten typ jest wg mnie traktowany przez projektantów po macoszemu. I całe szczęście dla mojego portfela.

Ale to, że torebki rzadko kupuję, nie zmienia faktu, że wiem, co się dzieje na rynku i że wzdycham do wielu. Mam na oku dwie firmy, które robią rzeczy naprawdę boskie i gdybym miała wybrać coś od nich, to miałabym problem z decyzją. Pierwsza z nich to Przywara-Strzałka. Te torebki są tak piękne, że chyba szkoda by mi było je nosić ;-) Minimalistyczne do bólu, do tego cudownie dopracowane, perfekcyjne detale. Spójrzcie na stronę, poza torebkami są też inne akcesoria. Ja na przykład szaleję jeszcze za wizytownikiem. Co ciekawe, torebki projektuje i szyje Monika, która kontynuuje pasję swojego dziadka, tworząc dziś torby we własnej pracowni, dwa piętra nad warsztatem dziadka. Uwielbiam takie historie!

Moja druga skórzana miłość to holenderska Keecie. Ich torebki i portfele to również bardzo minimalistyczne formy, tak minimalistyczne, że nie mają podszewek, za to w środku znajdują się nadruki. Marzenie!

Niby błyskotek nigdy za dużo, ale muszę stwierdzić, że od czasu rozwodu z korpo zadowalam się starymi zapasami i z rzadka tylko przybywa mi coś nowego, przeważnie jako prezent od męża. W moich zbiorach króluje srebro i białe złoto, ale przyznaję, że od dawna chodzi mi po głowie złoto w "tradycyjnym" kolorze. Może się starzeję ;-) W mojej ulubionej firmie z bling-bling (gdzie indziej w zasadzie nie kupuję) wypatrzyłam dwa pierścionki. Złoto w zestawieniu z czarną ceramiką - wydaje mi się, że to bezpieczne wprowadzenie do tematu gold. 

Na perfumy też zawsze jest zapotrzebowanie u mnie. Lubię mieć kilka flakonów na raz, często w różnych porach dnia używam różnych zapachów. Przyznaję, że przy wyborze kieruję się najpierw wyglądem butelki... Serio. Plus całym wizerunkiem: jak wygląda reklama, ewentualnie jaka celebrytka w niej występuje. Nie wyobrażam sobie używania perfum, które mają butelkę nie w moim guście albo reklama kierowana jest do zupełniej innej kobiety, niż ja (albo taka, jaką chciałabym być). Może przez to omija mnie wiele zapachów, ale już tak mam. W perfumerii wącham to, co ładnie wygląda. 

Jesienią chętnie sięgam po wszelkie pięknie wydane albumy. Mój wybór na listopad-grudzień 2015 to ta pozycja. Pana Mario Testino lubię bardzo. Nawet specjalnie dla niego pojechałam w lecie do Berlina, aby obejrzeć jego wystawę In your face. Z resztą jakoś bardzo mnie trzeba było namawiać, bo Berlin kocham. Kate Moss zaś... hmm, jakiego słowa użyć...? Ooo, właśnie widzę, że w jednym z poprzednich tekstów, gdzie o niej wspominałam, użyłam słowa "uwielbiam"... No dobra, jest gwiazdą i jest absolutnie cool. Uwielbiam :-))

Ha! Pod siódemką zobaczycie dwa moje plakaty. Dokładnie taki duet wisiał kiedyś u mnie nad stołem w gabinecie. Te dwie grafiki komponują się według mnie bardzo dobrze razem. Tak dobrze, że jak zabrałam je kiedyś na targi, to zostały kupione dość szybko. Obie, przez tę samą osobę. Od tego czasu odczuwam ich brak, tym bardziej, że obydwa hasła należą do moich dewiz. Muszę je więc ponownie dla siebie wydrukować :-)

Jeśli chodzi o wnętrza, to nie jestem osobą, która często zmienia coś w  aranżacji swojej przestrzeni. Z niezrozumieniem, ale i pewnym podziwem podglądam na Instagramie dziewczyny, które dosłownie co parę tygodni robią przemeblowania! Nie bardzo wiem, z czego wynika u mnie ta niechęć do zmian. Może po prostu jestem zadowolona z tego, jak parę lat temu urządziliśmy dom i nie mam wielkiej potrzeby modyfikowania tego. Oczywiście pojawiają się nowe dodatki, ale i tak mam wrażenie, że relatywnie niewiele w porównaniu z moimi Instakoleżankami ;-) Jednak raz na jakiś czas coś tak bardzo wpadnie mi w oko, że po prostu chcę to mieć i tyle. Tak było z tym dywanem. Zobaczyłam go na jakimś blogu niedawno i z zaskoczeniem odkryłam, że pochodzi z oferty popularnego sklepu z dywanami i wykładzinami. Bardzo jestem ciekawa, jak prezentuje się na żywo. Bo na zdjęciach to dla mnie bomba!

Odejdę na chwilę od tematów wnętrzarskich. Na każdej mojej wishliście, niezależnie od pory roku i okazji, znajdą się w pewnością kosmetyki Tołpa. Kocham, uwielbiam, innych już prawie nie używam. Przyjmę wszystko. Kremy do twarzy, toniki, płyny micelarne, balsamy do ciała i do stóp. Kocham za filozofię, absolutnie piękne opakowania, skład, zapach.

Pisząc o zapachach jesienią nie mogę nie wspomnieć o świecach zapachowych. Cały rok je ignoruję, ale jesienią serio zaczynam ich szukać w sklepach. Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że drewniany knot to jakiś inny wymiar świecy jest, po prostu magia. Nie mam pojęcia o co chodzi, muszę spróbować! Ze świecą u mnie, jak z perfumami - musi ładnie wyglądać. Znalazłam taką. Opis zapachu też zachęcający. Chcę.

I ostatnie dwie pozycje na tej miłej liście. Kto mnie zna osobiście, bądź z Instagramu, wie, że kocham kawę. Dobrą kawę. Muszę być bardzo zdesperowana, aby wypić kawę instant albo "plujkę" zaparzaną w szklance. Pracując w korpo miałam do czynienia m.in. z dostawcami urządzeń dla gastronomii. Mimo, że to nie wynikało z potrzeb, niejednokrotnie z tymi od kawy spędzałam najwięcej czasu i chętnie bywałam na prezentacjach i testach ekspresów ;-) Gdy sto lat temu mieszkaliśmy z mężem w centrum Warszawy, nie stać nas było na ekspres, ale to nie stanowiło problemu, bo w kapciach niemalże można było chodzić do "W biegu Cafe" (ktoś pamięta jeszcze taką sieć??). Zaś gdy 6 lat temu wybudowaliśmy dom na wsi (kto tu nowy, to zapraszam na wpis sentymentalny tu i tu), wytrzymaliśmy bez ekspresu dokładnie jeden weekend. W drugi pojechaliśmy do sklepu i wróciliśmy z błyszczącym Krupsem. Służy on nam do dziś, ale albo się już wysłużył, albo nam się podniosła poprzeczka. Od miesięcy marzymy o profesjonalnym sprzęcie kolbowym, z osobnym żarnowym młynkiem i w wyniku researchu rynku by my husband wybór padł na to cudo. Zbieramy się do zakupu od września, myślę, że w najgorszym wypadku kupimy go sobie pod choinkę ;-)

Nie byłabym sobą, gdybym okazji zakupu nowego ekspresu nie wykorzystała do odświeżenia floty filiżanek do espresso. Uwielbiam gadżety Pantone Universe, posiadam na razie tylko case na iPhone'a i kubek. Filiżanki pięknie by się prezentowały z nowym ekspresem, ale przyjmę wszystko z tego sklepu :-P





1. Kurtka skórzana biker
2. Szal
3a i b. Torebki: ta i ta
4. Pierścionki: ten i ten
5. Perfumy
6. Album
7. Plakaty: ten i ten
8. Dywan
9. Kosmetyki
10. Świeca
11. Ekspres do kawy
12. Filiżanki do espresso

A Wy? Macie już pomysły na prezenty dla bliskich? A dla siebie?

P.S. 
Słyszałam, że w TK Maxx bywają gadżety Pantone. Kto widział? Kto mi kupi, jak coś zobaczy? ;-)))