czwartek, 12 września 2013

W stronę słońca

Tadam, jedziemy na wakacje! 


Udało się wybrać ofertę… Przysięgam, że miła pani z biura przedstawiła nam ich ze sto. Ale cóż… Jeśli wydaje się Wam, że jesteście wybredni, to nie znacie mojego męża. Bardzo wymagająca jednostka. A do tego zodiakalna Waga, więc ogólnie problem z decyzją jest. Pani najpierw pisała do nas „Witam Państwa bardzo serdecznie”, potem już tylko „Witam”. Mogę sobie wyobrazić zaś, co o nas myślała. Dobrze, że w końcu korespondencja ograniczyła się tylko do maili, bo rozmawiać z nią bym się już chyba bała. Niby powtarzam sobie, że to jej praca i nie każdy klient łyka piewszą przedstawioną ofertę, ale zdaję sobie sprawę, że mogła być już nami zmęczona i pewnie myślała, że i tak nigdzie nie pojedziemy.

Po wczorajszej wieczornej debacie wybraliśmy jednak trzy akceptowalne opcje. Ufff…. Zadowolona i dumna z naszej elastyczności wysmażyłam Pani nocnego maila z tą radnosną nowiną. Pani zaś o poranku odpisała – mogę się założyć, że nie bez satysfakcji – że w zasadzie to miejsc już tam nie ma, albo są, ale w innym terminie, albo są, ale 30% droższe. Aaaaaaaa!!!!!! W każdym razie wrzuciła jeszcze parę nowych ofert i cud się zdarzył!!!! Mężowi coś się spodobało nawet bez więszego gadania!!!! Mówię: bierz, nie chce nawet tego oglądać, jedziemy! I kamień spadł mi z serca, bo te wybory są faktycznie straszne. W ogóle to miejsca, w które jeździmy, od kiedy mamy dzieci, często są jakimś kompromisem na rzecz tychże i będąc bezdzietną rozrywkową parką pewnie byśmy wybrali co innego, ale jak się powiedziało „A”, to… Wiadomo.

Tadam, kolejna niespodzianka! Wszystko rozchodzi się, jak świeże bułeczki. Rano było, w południe nie ma! „Mogą Państwo jechać tydzień wcześniej. Pasuje?” Yyyy, no dobra, pasuje. No to next week lecimy! Matko, ile ja się znowu nadenerwuję. Zawsze tak mam przed podróżą. Dopóki się nie zaloguję na leżaku na miejscu, ciśnienie mam podniesione, a mięśnie permanentnie napięte. Wizje, że czegoś zapomnę, że coś się zepsuje, walizka rozwali, dzieci nie będą współpracować itd. Fatalna sprawa.

No dobra, to czas się zacząć pakować. OK., może jeszcze nie pakować, ale chociaż lista. I nie w iphonie raczej ;)

Brak komentarzy: