wtorek, 12 listopada 2013

Jak nie dać się jesiennej infekcji?

Widzę, ze dużo blogujących mam wrzuca obecnie posty dotyczące zdrowia swoich maluchów. Każdy chce się podzielić swoimi sposobami na jesienno-zimowe choróbska. Może i moje doświadczenia komuś się przydadzą.

Moje dziewczyny (Milena: 2 lata i 8 miesięcy, od września chodzi do przedszkola) i Nina (pod koniec września skończyła rok) do chorowitych nie należą, ale kilka infekcji już przeszły.

Zasadniczo Mila do czasu rozpoczęcia przygody z przedszkolem nie chorowała. Był epizod z jakimś syfem żołądkowym przywiezionym z Egiptu, było zapalenie ucha, ale poza tym dziewczyna dużo czasu spędza na świeżym powietrzu i trzyma się. W lipcu rozpoczęłyśmy adaptację w przedszkolu i muszę powiedzieć, że historie o tym, czego to się stamtąd nie przynosi są prawdziwe. My w prawdzie niczego poważnego (póki co) nie złapałyśmy, ale od lipca do września chorowała u nas cała rodzina. Ja przechodziłam dwa razy anginę, reszta familii – o dziwo – poprzestała na infekcjach typu kaszel/ katar.

Nina raczej też się trzyma. Poza ciężkim ząbkowaniem, które u niej wiąże się z przewlekłym katarem i czasem biegunką, nic poważnego jej nie było.

Mamy też super fajnego pediatrę, któremu ufam bardzo i którego cenię. Antybiotyk to dla niego ostateczność, zawsze mówi, który lek ma tańszą wersję, a jak się da, to przepisuję preparat to wykonania w aptece, który kosztuje grosze. Denerwuje go, że te tablice do badania wzroku (kojarzycie – te z literkami różnej wielkości) kosztują stówę, a to kawałek tektury jest. Ale robi to tylko jedna firma w Polsce, więc wiadomo… Na temat przedstawicieli medycznych ma wyrobione zdanie. Mówi, że z nim problem jest taki, że jest dość zamożny, więc niełatwo go przekupić. W związku z czym przedstawicielom wciskającym mu  nadmiar medykamentów mówi „Proszę spie….alać!”…. Swój gość.

Ale to taka dygresja tylko. Tak więc moja refleksja na temat drobnych niedyspozycji u dzieci typu kaszel/ katar/ biegunka jest taka, żeby nie panikować, nie lecieć po baterię kolorowych leków do apteki i raczej do lekarza też zaraz nie, bo tam o tej porze roku można coś ciekawszego złapać. Aczkolwiek muszę powiedzieć, że z obiema kaszlącymi dziewczynami do przychodni biegłam, bo wydawało mi się, że jak dwa tygodnie charczą, to może to jednak coś poważnego, a w szpitalu wylądować nie chcę. Ale okazało się, że nic się nie działo.

Moja pierwsza pomoc w lekkich przypadkach jesiennych i nie tylko:

- katar: psikanie solą morską lub fizjologiczną do nosa. Przegląd różnych preparatów na każdą kieszeń w aptece. Kiedyś wydawało mi się, że to ma sens tylko przy zatkanym nosie, ale pediatra mnie ostatnio wyprowadził z błędu i przy kapiącym gilu pięknie pomogło.

- kaszel suchy: inhalacja solą fizjologiczną. Macie nebulizator? Jak nie, to kupić szybko. Najlepszy (czytaj: najmniej inwazyjny) sposób podawania wielu leków, nawet antybiotyków. Cena? My mamy Philipsa za ok. 180 PLN, ale za stówę też można coś kupić.

- kaszel mokry: inhalacja mucosolvanem lub (gdy nie ma czasu lub dziecko nie współpracuje, ale z doświadczenia mówię, że da się dość łatwo przekonać) syrop wykrztuśny.

- biegunka: smectę można podawać już bardzo małym maluchom, ale muszę powiedzieć, że ja ufam naparowi z czarnych jagód (borówki czernicy), który u nas za każdym razem zatrzymywał temat. Towarzyszącym objawem są często odparzenia pupy, i tu przyznam, że nie znam lepszego preparatu, niż tormentiol, aczkolwiek nie powinno się go ponoć stosować u dzieci, gdyż posiada w swym składzie związek toksycznego kwasu bornego, który przenika przez skórę. Wasz wybór. Acha, probiotyk też nie zaszkodzi. I wiadomo, uzupełniać płyny!!!

Nie to, żebym była jakimkolwiek autorytetem. Nie jestem też zwolennikiem szukania porad medycznych u doktora Google. Ale każda z mam ma jakieś sprawdzone patenty na drobne infekcje. Nie mówię tu oczywiście o poważnych sprawach, nie zachęcam do ich leczenia na własną rękę. Ale moim zdaniem nie można dać się zwariować ofertą leków, jaką macie w każdej aptece.


Wpis bez zdjęć. Przepraszam, poprawię się. Ale w zasadzie to zagilowaną Ninę bym miała pokazać? ;)

Brak komentarzy: