poniedziałek, 4 listopada 2013

10 rzeczy, które mnie wkurza


Kolejność jest przypadkowa. 

1. Mąka. Pszenna lub ziemniaczana, ale raczej pszenna, bo częściej używam. Nawet jak jest zamknięta, zawsze z opakowania się pyli. Albo jak się ją chce sypnąć do naczynia, to albo nie leci nic, albo rąbnie od razu wielka porcja i wszystko dookoła uwalone mąką. Jestem nienormalna czy też Was to wkurza?

2. Śmieci na poboczach i w lesie. Mieszkam na wsi, dużo spaceruję po leśnych ostępach i jeżdżę rowerem, więc mam przegląd: worków ze śmieciami komunalnymi (butelki, pampersy, te sprawy), śmieciami pobudowlanymi/ poremontowymi, czy też opakowaniami po żarciu z McDonalda wywalonymi z jadącego samochodu. Szczególnie fajnie to wygląda, jak dobiorą się do tego zwierzaki lub przejedzie po takim worku z odpadami traktor koszący chaszcze na poboczu. ACZKOLWIEK muszę przyznać, że ustawa śmieciowa chyba jednak zdaje egzamin w tym kontekście, gdyż jakoś duużo mniej ostatnio tych śmieci. Ach, czyli  jednak da się coś zmienić w tym kraju?

3. Komercyjne stacje radiowe. Nie cierpię, nie słucham, nie znam aktualnych hitów. Ilość (i jakość) reklam, debilne dżingle, fatalni prowadzący to dla mnie wystarczająco dużo, żeby nie słuchać zetki, eremefu czy innego badziewia. Słucham Roxy. Też komercyjne, też są reklamy – fakt. Ale chyba ze 30 razy mniej. Poza tym to moja muza i redaktorzy, których da się słuchać. Baa, przy porannej audycji odwożę Milę do przedszkola i przeważnie to wystarczy, żeby dobrze mnie nastroić na resztę dnia. I odwrotnie: nie raz już siedziałam na mani/ pedi/ u fryzjera, wierciłam się dosłownie i wysypkę miałam od tego, co leciało z głośników. I nie raz prosiłam o wyłączenie lub chociaż ściszenie. Słowo.

4. Twarda woda. Ta z kranu. U nas niestety jest bardzo twarda, co sprawia, że krany i inne takie nieładnie wyglądają. A taki mamy piękny łupek na ścianach w łazience. Co robić? Jak żyć??

5. Bunt dwu-/ trzylatka. U nas chyba nie w ekstremalnej odsłonie. Ale może to tym gorzej? Mila przez 98% czasu jest fantastyczna, miła, radosna, a tu raz na jakiś czas zupełnie znienacka potrafi zaskoczyć jakimś fochem. Przeważnie jest to nadmierna płaczliwość i jęczenie. Jak by częściej się buntowała, może byłoby łatwiej? Nie, wróć! Więcej nie chcę!

6. Kot śpiący na łóżku. No kurde blade, i tak te nasze koty rozpuszczone jak dziadowskie bicze! Zaraz, bicze? Że niby „bitch”e? Dziadowskie bitche? Hahaha, niezłe! Taka dygresja, sorry. Anyway. Dywanik nie wystarcza, fotel nie wystarcza! Musi się jedno z drugim do łóżka pchać! Szczególnie Cyganka. Zrzucam ją z tego łóżka ze sto razy na dobę. Za każdym razem patrzy na mnie wzrokiem mówiącym: „No już dobra dobra. Przyrzekam, nie będę…”. Za kwadrans przychodzę, a ona znowu na łożu rozciągnięta. Wrr….

7. Brud w zabawkach kąpielowych. Nie moich. Dzieci. Hahaha. Macie też takie zabawki z dziurką? Można do nich wciągnąć wodę, a potem nią psikać. W tych zabawkach lubi sobie zamieszkać ŻYCIE. Jak się tego pozbyć??? Pomocy!!!

8. Polskie kino współczesne. Parę lat temu powiedziałam sobie: Pier….ę, nie oglądam polskich filmów (tych robionych aktualnie). Słusznie prawiłam, szkoda, że się tego nie trzymałam. Ostatnio zobaczyłam m.in.: „Rewers”, „Kac Wawa”, „Samotność w sieci”, „Randka w ciemno”, „Sponsoring”. Bolało. Już po 15 minutach wiedziałam, że to był błąd, ale trwałam w masochistycznym przekonaniu, że może jednak coś z tego będzie. Niestety. Nomen omen kac pozostał. Z polskim kinem problem jest taki, że robi się albo durne komedie, albo filmy dołujące, o tragediach, chorobach, patologii, śmierci. Sorry, ja X muzę traktuję jako rozrywkę, więc nie dla mnie dzieła, po których jest mi źle. Żeby była jasność: w mojej filmotece jest kilkadziesiąt produkcji polskich, z tym, że zrobionych przed rokiem 90-tym, z których większość uważam za genialne. Ale to już temat obszerniejszy.

9. Biedronka i konieczność płatności gotówką. Ja z tych, co za wszystko – od paliwa na stacji benzynowej do piwa w wiejskim sklepie – płacą kartą kredytową. Gotówkę miewam rzadko. Ale i tu świat zmienia się na lepsze, ha! Biedra wprowadziła ponoć system płatności mobilnych. Muszę przetestować.

10. Upływający czas. Taaa, wiadomo, o co chodzi. Tempus fugit i tak dalej. Ale skoro wyznaję (przynajmniej staram się) zasadę, że nie wściekam się na rzeczy, na które nie mam wpływu, to przynajmniej ten ostatni punkt mogę zasadniczo olać.

Żeby nie było, że chodzę ciągle wkurzona. Wręcz przeciwnie! Mam przygotowaną również listę pozytywną. Stay tuned! 

Brak komentarzy: