wtorek, 22 kwietnia 2014

10 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie życia

Przypuszczam, że możecie mieć dziś podobne zaległości w internetach, co ja. Wszak są lepsze zajęcia weekendowe oraz świąteczne, niż siedzenie przed komputerem. Aby więc dziś nie było zbyt poważnie, proponuję Wam taki lekki temat. Ale niech dwie rzeczy będą jasne.


Po pierwsze nie piszę tu o oczywistych oczywistościach, jak na przykład samochód, ajfon czy kawa. Pierwszy jest niezbędny do życia, i to nie tylko dla tych, co - jak ja - mieszkają na wsi. Drugiego permanentnie używam, pewnie nadużywam - YOLO, ale w alternatywnym tłumaczeniu "you only live online" to trochę o mnie niestety. O tym, że kawę lubię pisałam TU, ale nazwanie kawy drobną przyjemnością jest zdecydowanie poważnym niedoszacowaniem. Kawa jest mi niezbędna jak powietrze. Bez kawy mnie nie ma. 

I druga sprawa: tytułu posta nie należy rozumieć zbyt dosłownie. Są w moim życiu Sprawy Ważne, ale nie o nich jest ten wpis. Tu będzie po prostu o duperelach, które lubię, używam i wygląda na to w związku z tym, że składają się one na mój lajfstajl :-P

Kolejność losowa. Enjoy.



1. Kawa

Nie mogło być inaczej. Muszę, NO MUSZĘ ją jednak docenić.



2. Płyn do mycia twarzy Nuxe Face Cleansing and Makeup Removing Gel

Od lat to właśnie z nim zaczynam i kończę dzień.  I nie wyobrażam sobie, żeby robić to z kimś innym. Ma delikatny i aksamitny dotyk, bosko pachnie i od razu wprawia mnie w doskonały nastrój. Nie mówicie tylko Mojemu Mężowi o naszej zażyłości.




3. Viber

Tylko tyle i aż tyle. Kto używa, ten wie, jakie to niezbędne medium komunikacji. Służy do wymiany opinii na temat bieżących wydarzeń, pogody, filmu, który się właśnie ogląda, pytania o zdrowie, gorączkowego dobijania się do Sąsiadki, czy nie ma pożyczyć piwa oraz oczywiście do przesyłania zdjęć (tematyka podobna). Zdecydowanie najaktywniej używana aplikacja w moim ajfonie.





4. Tzw. coffee table book

Czyli przeważnie duży album z atrakcyjnymi zdjęciami, który leży sobie wyeksponowany w salonie (najlepiej na stoliku kawowym właśnie) pod ręką i można po niego sięgnąć, pijąc sobie kawkę rano, czy też sącząc Martini Dry popołudniem (takich momentów, spędzanych w ciszy i kontemplacji nie brakuje przecież rodzicom). Tak się składa, że dla mnie taki element dekoracji jest absolutnie niezbędny. Coffee table book oczywiście zmienia się co jakiś czas. U mnie od dłuższego czasu jest to świetny spory album pełen zdjęć Kate Moss, którą uwielbiam. 




Nie jest to może mój ideał kobiecej urody, jednak nie mogę jej odmówić nietuzinkowego piękna (ostatnio przeczytałam gdzieś, że to taka przepita i przećpana uroda), doskonałego wcielania się w przeróżne stylizacje, szczęścia do genialnych fotografów i niezłego charakterku, któremu też pewnie w jakiejś mierze zawdzięcza swój sukces. Do tego mimo wieku w tej branży emeryckiego (na początku roku stuknęła jej czterdziestka) jest nadal rozchwytywaną gwiazdą. Szczególnie lubię jej fotografie z początku kariery, ale w zasadzie zachwyca mnie na prawie każdym ze zdjęć w tym albumie.






Tak mi się teraz przypomniało, że jak Kate Middleton brała parę lat temu ślub z księciem Williamem, po internetach krążyło takie oto zdjęcie:

Foto: lifestylehunters.com

Cóż mogę powiedzieć? Damn true ;-)


5. Błyszczyk Dior Addict

Prawdopodobnie są też inne dobre błyszczyki, ale ja kocham tylko te. Zdania nie zmienię. Jestem nomen omen uzależniona.



6. Shazam

Kolejna aplikacja, bez której może życie byłoby o ileż trudniejsze. Służy do rozpoznawania muzyki. Często słyszę w moim nadal ulubionym radiu jakiś fajny numer, ciach - sięgam po Shazam i już wiem, co to. Genialne!




7. Szczotka Tangle Teezer

Kupiłam ją chyba przede wszystkim ze względu na to, że fajnie wygląda. 



Ale okazało się, że wygląd to nie jej najważniejszy atut. Czytałam to tej pory opinie typu: nie wiem, jak to działa, ale działa. No i teraz ja mogę też się wypowiedzieć: za cholerę nie wiem, jak, ale to działa! Faktycznie rozczesuje szybko i bezboleśnie włosy. Najlepszym dowodem jest moja starsza córka Mila, która wcale nie ma loków, które można posądzać o jakieś straszne splątanie i niemożność rozczesania, ale za to jest ogólnie wrażliwą jednostką i czesanie było u nas zawsze codzienną poranną oraz wieczorną drogą przez mękę. Teraz ten proces nie stanowi żadnego problemu. Dodam też, że moje włosy również nie należą do łatwo rozczesywalnych (ale to akurat moją wina, bo od co najmniej 3 miesięcy zbieram się do fryzjera, żeby podciąć zniszczone końcówki), a z nimi również Tangle Teezer radzi sobie doskonale.

Należy też nadmienić, że Mój Mąż poczuł się chyba wykluczony z tego elitarnego szczotkowego klubu, permanentnie używa szczoty mojej i nalega, żeby mu też taką zamówić.


8. Pedicure

Tak już mam, że mogę nie mieć zawsze manicure, ale pedi zawsze. Cierpią na tym zapewne moje paznokcie, bo zimą też nie mają jakoś szczególnie dużo wytchnienia, ale tak już mam i co zrobię.



9. Perfumy

Używam zawsze. Rano, wieczór i w południe. Nie mam ulubionych, żadnych nigdy nie kupowałam więcej, niż jeden raz. Jednego dnia takie, drugiego inne. Zgodnie z nastrojem. Miałam kiedyś koleżankę, która miksowała różne zapachy na sobie. Nie próbowałam tego, ale kto wie - może to niezły pomysł.



10. Widok z okna

Last but not least. To najpiękniejsza i największa "rzecz" z tych dziesięciu, bez których nie mogłabym się już obejść. W zasadzie bardziej już z kategorii tych Spraw Ważnych. 





Widok piękny o każdej porze roku, ale chyba najbardziej lubię go właśnie teraz: kiedy wiosna dopiero się zaczęła, kiedy zieleń jest jeszcze nieśmiała, a jednocześnie tak cudownie świeża. Widok, który kontempluję z łóżka, jak się obudzę, w ciągu dnia, gdy piję kawę na tarasie i teraz - kiedy siedzę przy laptopie. Widok, którym nigdy się nie znudzę. Widok nieskażony cywilizacją (no OK, jak się dobrze wpatrzycie, to zobaczycie wiatrak, ale ciii....). Kiedyś napiszę więcej, jak się tu znalazłam.

A teraz Wasza kolej: bez czego Wy nie możecie żyć???

1 komentarz:

Aleks andra pisze...

Kawa, książki, lody, perfumy, płyn miceralny, tusz do rzęs, oraz telefon i facebook ;)