piątek, 20 grudnia 2013

W świecie bez zapachów

Od trzech dni żyję w świecie bez zapachów. Mam totalnie zatkany nos. Mam też zapalnie oskrzeli. Dosłuchała się go druga lekarka, do której poszłam, bo nie uwierzyłam tej pierwszej. W sumie sama jestem sobie winna – poprzednim razem ta pierwsza nie dojrzała anginy w moim gardle, więc co się teraz dziwię?

W każdym razie biorę drugi antybiotyk w trakcie 3 miesięcy. Masakra – że się tak wyrażę, bo nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. Po prostu załamana jestem. Mój organizm jest zdewastowany. Powoli zaczynam orientować się w ofercie antybiotyków na rynku. Niedługo będę sama sugerować pani doktor, co mi powinna zaordynować.

Ale o nosie miało być. Zatkany, zakatarzony. Oszczędzę Wam szczegółów, powiem tylko, że chusteczki konsumuję w tonach. W każdym razie robiłam wczoraj z Milą pierniczki. Ładne wyszły, ale czy dobre? Dopytuję Męża podczas procesu wypieku: czy ładnie pachnie w domu?? Tak, pięknie. Pierniczkami, bosko. Ach, zazdroszczę, że to czujecie.










Potem wieczorny seans Homeland. Od dawna marzył mi się popcorn. Zrobiony, zasiadam z michą. Nic. No nic nie czuję. Jak bym styropian jadła. Wrrr…..

Dziś zero przyjemności z kanapki z łososiem, z porannej kawy. Dajcie mi wodę i suchy chleb. Innego jedzenia na mnie szkoda. A miałam robić zupę tajską. Jak ja mam ją robić – pytam się – jak ja nic nie czuję??? Jak ja mam ją niby przyprawiać? Bez sensu, nie ma co się do tego zabierać w ogóle. Obiadu nie będzie.

Mandarynkę bym zjadła. Eh, szkoda jej…


Tak się zastawiam, czy mój stan da się jakoś pozytywnie wykorzystać? Może powinnam wykonywać dziś jakieś czynności związane z brzydkim zapachem? Chlorowy płyn do toalet? Zmywacz do paznokci? Jakieś inne pomysły? Pomocy…

Brak komentarzy: