poniedziałek, 22 lipca 2013

Moja głowa lubi rower

Poprzedni tydzień to jedna wielka gonitwa. Końcówka mojej anginy, sprawy do załatwienia w Wwie, adaptacja Mili w przedszkolu. Z ulgą wsiadłam w weekend na rower. Nie wiem, jak to się dzieje, ale moje myśli wtedy zwalniają i chaos w głowie ustępuje. Jadę i rozkoszuję się widokami, zapachami i wiatrem we włosach. Mogę nareszcie spokojnie pomyśleć. To jest to.

Podczas obu ciąż niemożność jeżdżenia na rowerze właśnie była jednym z największych wyrzeczeń. Ale za to dokładnie tydzień po urodzeniu Niny – cud natury – jeździłam już na dwóch kółkach! Teraz jeździmy wszyscy razem. Dziewczyny w przyczepce, mąż u boku. Jest idealnie.

W niedzielę wybraliśmy się na Targ Śniadaniowy na Ursynowie. 27 km w jedną stronę to pestka,  o ile dziewczyny współpracują. Tym razem było perfekcyjnie. Nina w obie strony przespała równo całą drogę, zaś Mila zwiedzała, śpiewała i ogólnie była zadowolona.


A Targ – rewelacja! Zawsze zazdrościłam Żoliborzowi ich imprezy. Od zeszłej niedzieli Targ Śniadaniowy ma również Ursynów. Miejsce super, pogoda idealna, więc czego trzeba więcej. W leniwej atmosferze niedzielnego późnego poranka leżeliśmy na kocach, jedliśmy, słuchaliśmy plumkającego jazzu live, a dzieci szalały na placu zabaw (starsze dziecko przynajmniej). 

Muszę przyznać, że w piękną pogodę trudno mnie namówić do opuszczenia mojego ogrodu, ale to wydarzenie jest zdecydowanie tego warte ;)











Brak komentarzy: