piątek, 11 października 2013

Po siódme....

No dobra, przyznam się. Ukradłam i ja. Zdjęcia od wujka Google, dawno temu, do prezentacji. Wy też? Google Images to niby takie niczyje? Otóż nie.

Marlena z http://makoweczki.pl/ poruszyła ostatnio ważny temat. Wspominałam niedawno krótko na fb, że popieram jej akcję, ale temat jest poważny i zasługuje na osobny post. Bloger wrzuca do sieci zdjęcia siebie, swojego dziecka, domu. Baaa, każdy z nas publikuje masę zdjęć na portalach społecznościowych. Czytaliście kiedyś regulamin Facebooka? Nie chcielibyście, żeby zdjęcie Wasze czy Waszego dziecka ukradł i wykorzystał – jakkolwiek – ktoś inny, prawda?

Ale wracając do tzw. sieci. To, co tam jest, co wyszukujecie w Google czy Google Images, jest zawsze czyjeś. Wyszukiwarki nie pokazują wirtualnych, pochodzących z kosmosu tekstów czy zdjęć. Ktoś to napisał, sfotografował, jest to jego własność.

Marlena zadała sobie trud zgłębienia tematu od strony prawnej: pisze o ochronie dóbr osobistych, rozpowszechnianiu wizerunku, załącza (i udostępnia do użytku innym) pismo, jakie można wysłać, gdy odkryjemy, że ktoś dopuścił się kradzieży naszego zdjęcia. Polecam cały jej wpis http://makoweczki.pl/nie-kradnij-mienia-blizniego-swego-w-sieci/, a blogerów zachęcam do przyłączenia się do akcji.


Znalazłam też świetną poradę odnośnie blokowania możliwości kopiowania tektu i zdjęć, np. z bloga, na http://www.wypaplani.pl/. Polecam!!! Sama muszę się do tego zabrać, ale na myśl o grzebaniu w kodzie HTML ciarki mnie przechodzą… http://www.wypaplani.pl/2013/10/bezpieczenstwo-w-sieci-zablokuj.html




Brak komentarzy: