poniedziałek, 7 października 2013

A miało być tak pięknie...

Znacie to uczucie? Wszystko idzie nie tak, jest źle, wiatr w oczy, cały świat przeciwko mnie i tak dalej. Myślicie sobie: gorzej być nie może... A figa z makiem, właśnie że może!

Kiedyś już o tym wspominałam: Mila (obecnie 2,5 roku) w wieku 6 miesięcy zaczęła przesypiać noce. Do teraz, ale o tym później. W każdym razie super, rodzice przyjęli to jako sprawę oczywistą, coś, co od losu się po prostu należy. Nina (właśnie skończyła rok) od początku wykazywała spore przywiązanie do matczynej piersi. Tak  mocne, że z piersią się nie bardzo lubiła rozstawać za dnia, jak również nocą. Jak spać, to tylko z cyckiem w buzi. Tak więc i w łożu rodziców. Długo tej sytuacji nie wytrzymałam. Z pomocą ojca dziecka akcja odstawienia od piersi przebiegła sprawnie i bobasa przeflancowano do własnego łóżeczka, wręczając butlę. Nie chcę słyszeć głosów krytyki, żem egoistyczna matka i dziecko powinnam karmić piersią najlepiej do zerówki. Wiem doskonale, jaka jest wyższość mleka kobiecego nad modyfikowanym, uwierzcie mi. Moja psyche nie wytrzymała jednak tego dziecięcego terroru i jestem pewna, że wśród czytelniczek-matek jest niejedna, która miała podobny dylemat i zakończyła karmienie naturalne wcześniej, niż sobie to pierwotnie zaplanowała.

Ale OK., dziecko ostawione, więc pół sukcesu już za nami. Teraz niech tylko się rzadziej budzi, a w zasadzie to już jest takie duże, że niech całe noce przesypia. Nic z tego, Nina budzi się na mleko nadal dwa razy w nocy. No nie, to nie tak miało być! Miała już dawno przesypiać całe noce, jak jej siostra! „Jak Ci się nie podoba dwa razy, to mogę się budzić częściej!” – Pomyślała Nina. Jak pomyślała, tak zrobiła. Aktualnie budzi się 3-5 razy. Tak! I za każdym razem chce mleko. Jak ostatnio dostała mniej, to ryk był taki, że mi uszy przytkało. Tak więc biegam tylko do sklepu po to bebiko i bez trzech kaw rano ledwo na oczy widzę.

No dobrze. Nie może być gorzej? Może! Starsza moja gwiazda – wstyd się przyznać, ale trudno – do tej pory spała w nocy ze smokiem. Tylko w nocy. Zasypiała z nim, ale też całą noc go dziamgoliła. Zbierałam się od dawna, aby to w końcu ukrócić. Ale ciągle coś. Narodziny młodszej siostry, wyjazd jeden, wyjazd drugi, przedszkole. W końcu zebrałam się w sobie i po powrocie z ostatnich wakacji okazało się, że smoczek niestety został w samolocie… No co zrobić, straszna tragedia, ale jakoś damy sobie radę, prawda? Pierwsze zasypianie było straszne. Rozpacz, płacz, histeria. Drugiego wieczoru już było OK., Mila zrozumiała i jakoś – chyba – się z tym pogodziła. Od tego momentu samo zasypianie nie stanowi żadnego problemu. Za to noc…. W nocy Mila budzi hmmm… co chwilę. Nie może bez tego smoka spokojnie spać, wierci się, łka, no straszna sprawa. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale że aż tak… Za dnia też bywa marudząca momentami, a do tej pory było to dziecko idealne i bezproblemowe. Nie jest łatwo i nudy nie ma.

Tak więc nocami latamy z mężem od jednej dziewczyny do drugiej. Jest świetnie.


To jak noce takie przerąbane, to chociaż wynagrodzę sobie ten stan rzeczy w dzień. Gimnastyka, kawa, poranny rytuał przed komputerem. No właśnie, komputer. Chyba ze trzy miesiące już nosiłam się z zamiarem zakupu laptopa. Nie będę opisywać perypetii. W końcu wybrałam pięknego lapka (może widzieliście zdjęcia, które wrzucałam na fb), na którym chciałam pisać kolejne posty. Jest naprawdę śliczny, już mu nawet miałam zakupić kosztowne etui. W każdym razie kupiłam go – tego laptopa – w zeszłym tygodniu, poinstalowałam wszystko, co potrzeba. I co się okazuje? No nie bangla coś. Nie będę wchodzić w szczegóły, o co chodzi, bo to nie blog techniczny. Grunt, że muszę go oddać, czekać na rozpatrzenie reklamacji i być w tym czasie bez kompa i bez kasy. Pomocyyyyyyy!!!!!! A miało być tak pięknie!!!

Brak komentarzy: